Wreszcie jest. Długo wyczekiwany tom 3 serii „Pola dawno zapomnianych bitew”. Po raz kolejny Robert J. Szmidt daje nam do ręki książkę przemyślaną, z ciekawie rozbudowaną historią i wciągającą od pierwszej strony.
Znów możemy śledzić heroiczne poczynania Henryana Święckiego, który honor przedkłada ponad swoje własne interesy i rozkazy dowództwa.
„Na krawędzi zagłady” to kontynuacja wydarzeń opisanych na kartach „Ucieczki z raju”. Święcki, po ewakuacji kolonistów z Delty Ulietty, oficjalnie podyktowanej mającym wkrótce nastąpić wybuchem pobliskiej supernowej, usiłuje wymóc na dowództwie przydział floty potrzebnej do wywiezienia z planety, pozostawionych w jaskiniach ludzi.
Trwa jednak wojna z obcymi, i ani Rada Federacji, ani dowództwo Floty nie są przychylne tej akcji.
Układ Ulietta został już najechany przez statki obcych. Wszelkie ślady bytności człowieka, zostały bezpardonowo zniszczone, a kolonia zrównana z ziemią. Według dowództwa, prawdopodobieństwo że ktokolwiek przetrwał anihilację, jest równe zeru. Powrót na planetę kontrolowaną przez najeźdźców jest więc zbyt ryzykowny, a uratowanie 8 tysięcy ludzi, pozostawionych przez Święckiego w jaskiniach Delty, wydaje się być ziarnkiem piasku na bezkresnej plaży, w stosunku do liczby mieszkańców innych kolonii zagrożonych atakiem obcych, których można w tym czasie uratować.
Ale Henryan Święcki dał im słowo. Słowo honoru oficera floty, że wróci.
Dla oficjeli zasiadających w Radzie Federacji, liczą się tylko słupki, cyferki i statystyczne dane. Z ich punktu widzenia, powrót do zaatakowanego układu jest ekonomicznie nieopłacalny.
Dla oficjeli zasiadających w Radzie Federacji, liczą się tylko słupki, cyferki i statystyczne dane. Z ich punktu widzenia, powrót do zaatakowanego układu jest ekonomicznie nieopłacalny.
Święcki już wykonał swoje zadanie, ewakuując z planety ponad dwukrotnie więcej ludzi, niż zakładał to plan. Czemu Rada nie odtrąbiła jednak medialnego sukcesu? Gdzie podziali się nadplanowo ewakuowani robotnicy?
Korporacja EB w której pracowali, uparcie milczy, a Henryan gorączkowo usiłuje odnaleźć Ninadine Truffaut, menadżerkę ewakuowaną z Delty. Tymczasem, trzecia flota za wszelką cenę stara się powstrzymać niszczycielski pochód obcych. Czym kieruje się obca rasa, przeprowadzając systematyczną likwidację śladów naszej egzystencji? Czy domysły Święckiego dotyczące pobudek kierujących ma'lahn pomogą w ich powstrzymaniu?
Korporacja EB w której pracowali, uparcie milczy, a Henryan gorączkowo usiłuje odnaleźć Ninadine Truffaut, menadżerkę ewakuowaną z Delty. Tymczasem, trzecia flota za wszelką cenę stara się powstrzymać niszczycielski pochód obcych. Czym kieruje się obca rasa, przeprowadzając systematyczną likwidację śladów naszej egzystencji? Czy domysły Święckiego dotyczące pobudek kierujących ma'lahn pomogą w ich powstrzymaniu?
Pojawi się tu jeszcze mnóstwo innych wątków. Drobne nic nie znaczące epizody i misternie tkana intryga czeka tylko na wybudzenie przez nic nie podejrzewającego czytelnika. Niczym zasiane przez Jasia, nasiona magicznej fasoli, wystrzelą nagle z nieoczekiwaną siłą, by zmienić bieg wydarzeń i nie raz zaskoczyć nas zmianą przewidywanego przez nas toru akcji.
Robert J. Szmidt nadal potrafi nas zaskoczyć. Nawet tym że z pierwotnie planowanej trylogii, finalnie powstanie tetralogia i na finał tej opowieści musimy jeszcze niestety zaczekać. Tymczasem, do słowa pisanego przez mistrza apokalipsy, postanowiłem dołączyć muzykę tworzoną przez inny autorytet. Do umuzycznienia „Na krawędzi zagłady” użyłem płyty świetnego polskiego kompozytora muzyki elektronicznej Marka Bilińskiego. Esencja jego twórczości w postaci płyty „The Best of” odpadła w przedbiegach ze względu na utwór „Ucieczka z tropiku”, z którego sceny rozbijanych amerykańskich aut policyjnych zapadły mi w pamięć jeszcze w dzieciństwie. Ostatecznie jako ścieżki dzwiękowej użyłem nie mniej ciekawej płyty „Fire”. Szóstego studyjnego albumu w dorobku artysty.
Po lekturze „Na krawędzi zagłady” pozostaje nam już tylko czekać na zakończenie tej opowieści, które spodziewając się po dotychczasowej twórczości Roberta, będzie na pewno spektakularne i zaskakujące.
Niemal jednoczesna premiera tomu trzeciego, nie przez przypadek zbiegła się w czasie z amerykańskim wydaniem „Łatwo być bogiem”, które jest promowane przez takie sławy jak Mike Resnick, Nancy Kress czy Jack Campbell. Ich rekomendacje nie są tylko grzecznościowe. Ta seria to naprawdę warta przeczytania lektura. Wciągnęła mnie nie mniej niż „Egzekutor”, seria przygód Penelopy Bailey Resnicka czy „Zaginiona Flota” Campbella. Szczerze polecam.
Robert J. Szmidt - „Na krawędzi zagłady”, 2017 Dom Wydawniczy REBIS
https://www.rebis.com.pl/
Marek Biliński „Fire” Sony BMG Music Entertainment, 2008
https://open.spotify.com/album/3GAtkLspQ1Dx6SnGdZTA4y
https://www.rebis.com.pl/
Marek Biliński „Fire” Sony BMG Music Entertainment, 2008
https://open.spotify.com/album/3GAtkLspQ1Dx6SnGdZTA4y











lutego 2017 to dla fanów autora „Pana Lodowego Ogrodu” długo oczekiwana data. Czemu wspominam właśnie PLO ? Bo podczas spotkania kilkukrotnie zostało wspomniane, a także dlatego że trochę kładło się cieniem na, ponad 4 lata wyczekiwanej na wyjście spod pióra
też „Hel 3” z założenia miał być historią zamkniętą w jednym tomie. Nie dziwi więc fakt że Grzędowicz nie chce być kojarzony z jedną konkretną serią. Taką możliwość daje mu właśnie nowa powieść, osadzona w zupełnie innym świecie. Świecie niedalekiej nam w sumie przyszłości. Czemu jednak musieliśmy na nią czekać aż tak długo.
Mamy tu zarówno nowy internet przyszłości (tylko bardziej), zupełnie prozaiczne, aczkolwiek nowe urządzenia jak smartfon (tylko bardziej) czy ekspres do kawy (tylko bardziej).
Mowa o politykach, bez wskazywania konkretnej opcji, bo z polityka u władzy zawsze wychodzą te same demony.
opinia na temat książki, pojawiła się na blogu dwa tygodnie temu. Warto ją przeczytać. Przyznaję że z twórczością Grzędowicza nie miałem wcześniej styczności i brak mi punktu odniesienia do czteroksięgu „Pana”. Jeśli chodzi o opowiedzianą historię, to książkę czyta się łatwo, a historia jest wartka i spójna. Czułem się lekko zawiedziony w sumie krótkim pobytem na księżycu w stosunku do reszty akcji książki. A może ten fragment był tak wciągający że po prostu odniosłem takie wrażenie? Oceńcie sami. Od wczoraj książka jest już dostęna w sprzedaży, a autor rusza w trasę po polsce.
swoją nową książką „Hel 3”, gdzie obok autografu, można zdobyć unikatową pieczątkę, która po zakończeniu trasy i powrocie do Warszawy zostanie komisyjnie zniszczona, a jej szczątki wysłane na księżyc, autor zawita kolejno do empików w :
na koniec fotki z moich prywatnych zbiorów. Lądownik misji Apollo, replika która dumnie wisi pod sufitem hali „Apollo/Saturn V Center” na terenie kompleksu NASA na przylądku Canaveral. Oryginał zaś po wyniesieniu astronautów na orbitę księżyca gdzie przesiedli się do modułu CSM zdolnego powrócić na ziemie, powinien opaść gdzieś na powierzchnię księżyca.
który po zakończeniu czynnej służby, stał się jednym z obiektów muzeum ulokowanego na terenie „Rocket Garden”, czyli ogródka rakietowego.
