środa, 1 lutego 2017

HEL3” Jarosław Grzędowicz 
 Aerosmith „Permanent Vacation

Najnowsza książka Jarosława Grzędowicza „Hel3” swoją okładką i opisem sugeruje nam powieść science fiction z podbojem kosmosu w tle. Z każdym kolejnym rozdziałem zaczynałem odczuwać niedosyt kosmosu. Kiedy wreszcie opuścimy ziemię? Mogę was jednak zapewnić, że czas oczekiwania na start, nie będzie nam się dłużył.
Jest rok 2058. Znany ludzkości już od 39 roku XX wieku, pierwiastek Hel3, który na ziemi występuje w ilościach śladowych, na kiężycu leży dosłownie wszędzie, wystarczy wyekstrahować go z pyłu pokrywającego srebrny glob. Po raz pierwszy ludzkość dysponuje technologią pozwalającą na jego zastosowanie. Według optymistycznych wyliczeń naukowców, jedna 25 tonowa cysterna czystego gazu jest w stanie pokryć roczne zapotrzebowanie energetyczne takiego giganta jak Stany Zjednoczone.
Czy zdegenerowane rządy państw, są w stanie współpracować ze sobą i zmienić prawo zapewniające eksterytorialność księżyca w imię dobra całego globu?
Na początku znajdziemy się w Dubaju gdzie poznamy Norberta, młodego iwenciarza. Przyjechał tu w poszukiwaniu sensacji, wydarzenia którego sfilmowanie i publikacja w sieci pozwoli mu na łatwy zarobek. Wystarczy znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, sfilmować na żywo scenę dekapitacji porwanych gdzieś europejczyków przez wrednych arabów, wysłać filmik do sieci i czekać aż licznik wyświetleń osiągnie magiczne 5 kilo wejść. Wtedy do akcji wkraczają koncerny specjalizujące się w sprzedaży takich sensacyjnych materiałów. Kolejni widzowie, w sieci zamiast filmu znajdą tylko jego darmowy zwiastun. Materiał był na tyle interesujący, że pełen film dostępny jest już po opłacie, od której jego autor, właśnie liczy procenty, spływające na konto.
Tym właśnie zajmuje się iwenciarz. Graniem na uczuciach i emocjach użytkowników wszechobecnej sieci. Społeczeństwa, które nie potrafi skupić swojej uwagi na dłużej niż kwadrans. Cywilizacji kalek umysłowych, dla których przeczytanie ze zrozumieniem tekstu zajmującego powierzchnię większą od karty kredytowej stanowi nie lada wyzwanie. Dobry iwenciarz to paparazzi połowy XXI wieku, potrafiący znaleźć i odpowiednio przygotować smakowity kąsęk dla wygłodniałej bestii MegaNetu. Internetu przyszłości. Integralnej części naszego życia. Bo w niedalekiej przyszłości, bez dostępu do sieci czy następcy smartfona w kieszeni, nie żyjesz.
Nie ma Cię.
Nie istniejesz.
Omnifon w połączeniu z trójwymiarowym displejem ukrytym w okularach, jest nie tylko prywatnym centrum rozrywki i urządzeniem służącym do komunikacji. Jest Twoim kluczem do domu, paszportem, dowodem osobistym, kartą zdrowia i osobistym strażnikiem diety, a także - o zgrozo sposobem na rozmowę z osobą siedzącą obok.
Ta wizja świata Grzędowicza, nie przeraziła mnie aż tak bardzo, przecież wystarczy rozejrzeć się wokół siebie jadąc autobusem, tramwajem, pociągiem czy choćby czekając na poczcie w kolejce do wolnego okienka. Ludzie wokół nas mają wzrok wlepiony w ekrany swoich smartfonów, czytając pocztę, grając, czy oglądając coś w sieci. To dzieje się już dziś. Na naszych oczach, tylko że sami gapiąc się w nasz prywatny ekranik z rozrywką jeszcze tego nie widzimy.
Zobaczymy w nowej powieści Grzędowicza świat jakiego nie chcielibyśmy oglądać, zły skorumpowany i pełen ograniczeń narzucanych nam przez wredną klikę polityków, żyjących naszym kosztem i czerpiących pełnię życia. Podczas gdy szare masy, ogłupiane przez wszechobecne zakazy i nakazy, egzystują jak nie przymierzając, pozbawione własnego ja zombie. Świat gdzie prąd i energia są reglamentowane, a własna lodówka – niczym unia europejska – odmawia, wydania ci drugiej porcji jogurtu, bo przekroczyłeś już dzienną dawkę spożywanego cukru i kalorii. To właśnie zjednoczenie państw europejskich jest tu nienazwanym złem, które samo ograniczyło się tymi wydumanymi zakazami. Narzucając swoim obywatelom konsupcjonistyczny ascetyzm, jednocześnie trzymając kastę rządzącą ponad tym.
Ale to już temat na kolejny iwent.
Czy Norbertowi uda się wedrzeć do silnie strzeżonej restauracji żeby zarejestrować ekscesy polityków bawiących się na nasz koszt? Jak zarejestrować wydarzenia z ekranowanego pomieszczenia, gdzie nawet goście muszą zostawić swoje omnifony przed wejściem na salę? A obstawa, ochrona i paranoiczne zasady bezpieczeństwa są bardziej restrykcyjne niż na amerykańskich lotniskach po 11 września?
Oczywiście są też jednostki, które chcą ten stan rzeczy zmienić. Jak multimilioner z wizją, organizujący wyprawę na księżyc po tytułowy Hel3. Środek na zbawienie ludzkości od tłamszących ją problemów.
Norbert wraz z grupą wyszkolonych najemników znajdzie się na drodze z której nie ma odwrotu. Przeciwstawiając się rządzącym światem elitom, stracą możliwość powrotu do wegetującego społeczeństwa. Czy są gotowi poświęcić się dla lepszego jutra?
To co bohaterowie odkryją na księżycu, jedynie rozbudzi naszą wyobraźnię. Ale o to chyba autorowi chodziło. Otwórzmy oczy, zanim będzie za późno i obudzimy się w matrixie.
Scieżką do książki Grzędowicza, stała się wydana przez Geffen w 1987 roku płyta rodem z podniebnej kuźni - Aerosmith „Permanent Vacation”. I jak w utworze „St.John” zaśpiewa nam Steven Tyler : Come on boy, the tape is rollin'. Grajmy więc, bo taśma w kamerze już się kręci.
Aerosmith „Permanent Vacation” Geffen Records, 1987
https://play.spotify.com/album/3mb4bSC1wKWTtQBfiMkyma
Premiera już 15 lutego - Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/hel-3-jaroslaw-grzedowicz/

sobota, 29 października 2016

Premiera!
"Konan Destylator" Andrzeja Pilipiuka,
Ósme spotkanie z Jakubem Wędrowyczem

26 W drodze na spotkanie. Hala Koszyki wieczorową porą.pażdziernika 2016 w księgarni "Świata Książki" znajdującej się na terenie Warszawskiej Hali Koszyki, odnowionej po gruntownym remoncie, o godzinie 17:30 odbyło się spotkanie autorskie z

Andrzejem Pilipiukiem.

Autorem takich pozycji jak serie - "Oko Jelenia", "Norweski dziennik", "Kuzynki Kruszewskie", oraz kilku zbiorów opowiadań. "Czerwona gorączka", "Rzeźnik drzew" czy "2586 kroków" a także niezależnych pozycji - "Operacja Dzień Wskrzeszenia". I oczywiście jego flagowej w dniu dzisiejszym pozycji - serii książek o Jakubie Wędrowyczu.
Starym, Autor w trakcie ciężkiej pracywrednym, a mimo to wzbudzającym sympatię typie. Bimbrowniku, kłusowniku i wiejskim egzorcyście. Słowem - pasożycie społecznym nr 1. Jest to już ósmy tom przygód Jakuba, delektujmy się nim powoli, bo według zapowiedzi autora na następny znów trzeba będzie poczekać. Tym razem przynajmniej do 2018 roku.
Na spotkaniu pojawiła się dość spora grupa zainteresowanych twórczością Pilipiuka czytelników. W sumie dość duże pomieszczenie księgarni od początku spotkania, było tak zatłoczone że przypadkowe osoby które akurat zajrzały tam na zakupy miały problem z przeciśnięciem się pomiędzy półkami. Zainteresowanie chyba trochę przerosło organizatorów, bo po obiecywanych "dla każdego kto podczas spotkania zakupi książkę" specjalnie na tę okazję przygotowanych drewnianych zakładkach, nie zostało nawet wspomnienie.
I to jeszcze zanim spotkanie się na dobre rozpoczęło. No cóż, przynajmniej przypinki były rozdawane przez pierwsze pół godziny. Ale w końcu nie przyszedłem tam po zakładkę, tylko posłuchać co autor ma do powiedzenia o swojej najnowszej książce, i co jeszcze w najbliższych miesiącach planuje wydać.
Fotka obok jest tylko poglądowa i zapożyczona z posta z wydarzenia na fejsbuku. Ot tak dla potomnych...
A jest tego całkiem sporo, niestety rozłożone w czasie, bo Andrzej Pilipiuk planuje z wyprzedzeniem. Kolejnego tomu przygód Wędrowycza możemy spodziewać się nie wcześniej niż w roku 2018. Trochę wcześniej pojawi się trzeci tom wampirów z warszawskiej Pragi, prawdopodobny bo na razie roboczy tytuł to "Wampiry z KC".
Podczas W sumie 17 książek podpisanych w trakcie spotkania, ...rozmowy z autorem, a uwierzcie mi że czasu miałem sporo, bo podpisywanie 17 książek i 5 ebooków chwilę trwa. (O tym jak podpisać ebooka przeczytacie w tym artykule.) Andrzej Pilipiuk biorąc do ręki "Dziedziczki" przyznał że bardzo mu się to "włochate" wydanie podobało. ...oraz autografy do 5 ebooków. Niestety Fabryka nie dogadała się z autorką ilustracji, i czwarty tom pojawił się w zupełnie nowej zmienionej szacie graficznej (dlatego też ostatnią, wydaną w serii książkę kupiłem w wersji elektronicznej, musiałem zachować Feng Shui na półce - to wersja oficjalna. Tak naprawdę ta zielonkawa okładka nowego wydania wygląda trochę jak romansidło.)
Pojawiła się nieśmiała uwaga o ewentualnym 5 tomie sagi o kuzynkach Kruszewskich, ale za to w formie prequela. Cóż plany zapewne dalekie, a może i autor zapomni, bo uwagę rzucił ot tak pod wpływem chwili. W sumie ja też bardzo lubię to wydanie. Zamszowe napisy na okładkach są naprawdę fajne.
Ale Autograf i reglamentowana pięczątka premierowaprzecież przyjechałem na spotkanie po najnowsze przygody Jakuba! A więc jest "Konan Destylator". Z reglamentowaną pięczątką (tylko w dniu premiery) odciśniętą ręką samego ojca chrzestnego "pogromcy Wojsławic i terenów gdzie dociera pekaes z Chełma", jest oczywiście i dedykacja z zamaszystym autografem.
Dodatkową atrakcją spotkania okazała się być obecność pana Andrzeja Łaski, który od początku serii umila nam lekturę dodając do tekstów Pilipiuka ilustracje. Jest też oczywiście odpowiedzialny za wszystkie okładki w tej serii. była też okazja na zdobycie dedykacji od Andrzeja Łaski, ilustratora serii Nie omieszkałem więc, ponownie z czeluści plecaka wydobyć wszystkich tomów Wędrowycza, podsuwając skwapliwie panu Andrzejowi do parafowania. W książce, obok dedykacji pojawił się również lekko kanciasty profil Jakuba. Narysowany szast-prast wprawnym ruchem ręki zaopatrzonej w pióro wieczne. W ten sposób cała moja jakubowa kolekcja zdobyła dziś podwójne wpisy. Nie omieszkam też wspomnieć zachwytów pana Andrzeja i wydawcy z Fabryki Słów którzy po latach zobaczyli ponownie pierwsze wydania kolejnych tomów. Ilustrator zwrócił uwagę na zupełnie inną gramaturę papieru (wyczuwalna przy pisaniu piórem wiecznym), natomiast pan z Fabryki głównie rozprawiał o ewolucji okładek w kolejnych wznowieniach.
Impreza Wystrój tworzy nastrój. Księgarnia Świat Książki w Hali Koszykisię skończyła, czytelnicy rozeszli się do domów aby zagłębić się w lekturze nowo nabytej pozycji i nawet niektóre książki próbowały odlecieć, ale je żyłkami do sufitu pracownicy księgarni podoczepiali, więc sobie tak smutno pod tym sufitem wisiały. A Smutno im było zapewne dlatego że nowego Wędrowycza jeszcze nie czytały, co i ja zamierzam niezwłocznie po powrocie do domu uczynić aby humor sobie poprawić.
Na tyle aby później nowe wyczyny Wędrowycza zrecenzować.


Tytuł :
Seria :
Autor :
Wydawnictwo :
Język wydania :
Język oryginału :
Numer wydania :
Data premiery :
Forma :
Stron :
Wymiary produktu [mm] :

Konan Destylator
Fantastyczna fabryka
Pilipiuk Andrzej
Fabryka Słów Sp. z o.o.
polski
polski
I
2016-10-26
książka
404
197 x 35 x 126

poniedziałek, 24 października 2016

Orzeł Biały” Marcin Sergiusz Przybyłek
Death In Rome „Hitparade

Marcin Sergiusz Przybyłek w nowej odsłonie. Po serii fantastycznych GamDec'ków czas na początek nowej epopeii. "Orzeł Biały" według zapowiedzi autora ma bowiem dać początek nowej serii.
Zainteresowanie książką może nam zilustrować fakt że bardzo szybko zniknęła z księgarń i fani twórczości Marcina którzy nie zdążyli zaopatrzyć się w papierowy egzemplarz tuż po premierze, musieli niestety zaczekać na dodruk. Na szczęście te "problemy" nie dotyczyły ebooków będących w stałej sprzedaży.
Na Facebooku możemy znaleźć profil książki, gdzie chętni do czynnego udziału w jej akcji mogli zgłaszać się do wzięcia udziału w przedsięwzięciu. Bo ten typ literatury już chyba zasługuje na nazwę przedsięwzięcie. Oprócz użyczenia własnego nazwiska czy ksywki, czytelnicy dawali swojej postaci także pewne cechy osobowości, a czasem podsuwali całkiem złożonych bohaterów. Nie ujmuje to oczywiście Marcinowi, który całość musiał przecież poskładać i ubrać w sensowną akcję.
Czy można już tu powiedzieć że mamy do czynienia z zalążkiem książki interaktywnej? Czytelnicy nie mają jeszcze wpływu na treść książki i przebieg akcji "na żywo", ale mogą już w pewnym stopniu decydować o postaciach w niej występujących i mieć delikatny wpływ na jej fabułę. Przecież prośby "chcę jako żołnierz zginąć w spektakularnym wybuchu" nie mogły zostać przez autora zignorowane. A dodatkowym smaczkiem jest udział w niej tak znanych polskich autorów jak : Magdalena Kozak, Robert J. Szmidt, Arkady Saulski, Witold Jabłoński, Michał Cholewa czy Szymon Żakiewicz.

Pierwsza połowa XXI wieku, świat popada w euforię związaną z nieoczekiwanym udostępnieniem ludziom leku opóźniającego starzenie. NGen wydaje się być ziszczeniem odwiecznego ludzkiego marzenia jakim jest nieśmiertelność. Wszystkie światowe rządy pod presją obywateli decydują się na udostępnienie leku dla ogółu. Podczas gdy po upływie roku od jego ujawnienia, cała ludzka populacja cieszy się z dobrodziejstwa specyfiku, nasze elity jak zwykle nie mogą się dogadać na jakich zasadach lek udostępnić dla pospólstwa. I ta nasza opieszałość okazuje się w ogólnym rozrachunku zbawienna.
Na świecie coraz częściej pod pozorem choroby czy nagłej niedyspozycji z życia publicznego zaczynają znikać przywódcy, oficjele, prezesi wielkich korporacji, ludzie którzy dostęp do NGenu uzyskali przed jego publicznym zaaprobowaniem do użytku. Ich przywilej staje się ich przekleństwem. Dochodzi do serii brutalnych zdarzeń z udziałem dziwnych zzieleniałych, napakowanych i agresywnych stworów o aparycji komiksowego Hulka. Oprócz działań zbawiennych takich jak wstrzymanie procesu starzenia czy rozwinięcie przez organizm zaawansowanej regeneracji tkanek, skutki uboczne działania preparatu były dużo bardziej zaskakujące. Nagły przyrost mięśni, zzielenienie skory rozrost szczęki i wzmożona agresja. Cywilizacja z dnia na dzień legła w gruzach. A wśród tych gruzów, jedyna ostoja człowieczeństwa w środku centralnej europy ostała i zwie się "Twierdza Polska".
I tu zaczyna się historia batalionu "Orzeł Biały". Niezłomni woje pod komendą majora Orłowskiego otrzymawszy od króla tajną misję, wyruszają na niemal samobójczą wyprawę w głąb terytorium wroga. Wyprawa przez dawne niemcy, zamieszkane obecnie przez orków nazywających siębie Grűnami jest momentami zabawna, momentami przerażająca. Żołnierze muszą potajemnie ominąć hordy krwiożerczych i niebezpiecznych "zielonych". Bo i kolor skóry się zgadza, i aparycja gatunku homo sapiens po zażyciu feralnego "leku" też do bajkowych postaci pasuje. Ale życie to nie jest bajka, jak ktoś kiedyś powiedział. Nazwanie "zmienionej" części poulacji orkami, jest więc jedynym fantastycznym akcentem powieści "Orzeł Biały". Bo i najnowsza książka Przybyłka nie jest do końca fantastyką. Nie jest też horrorem czy typową powieścią postapo. Trudno tą książkę sklasyfikować... może postapokaliptyczny-horror-przygodowy-z-elementami-militarnej-beletrystyki?
Orkowie choć preparat działa na nich na początku ogłupiająco, wykazują się jednak sporą inteligencją. Gdy oddział naszych dzielnych wojów zagłębia się w paszczę lwa, kontratak zielonych uderza w tym samym czasie na stolicę.
Do ręki dostajemy naprawdę ciekawą książkę akcji. I choć wstęp jeży się od polityczno-antyklerykalnego szyderstwa, a mnogość bohaterów jest na początku nieco przytłaczająca, to książkę czyta się i lekko i szybko i z uśmiechem na ustach. No oprócz fragmentów gdzie łezka w oku się zakręci. Bo książka pełna jest zwrotów akcji i nie szczędzi nam też krwawych i brutalnych scen których ofiarą padają uczestnicy obu stron konfliktu. I o dziwo tak samo smutno robi się nam po śmierci dzielnego żołnierza rozszarpanego przez krwiożerczego orka, jak i vice-versa, gdy ork do którego poczuliśmy już sympatię zostaje "zdjęty" przez ukrytego snajpera. Bo orkowie choć to z założenia okrutnicy, pod piórem Marcina zmieniają się w postaci które także potrafią wzbudzić naszą sympatię.
Trudno się w "Orle Białym" doszukiwać jakiś głębszych przemyśleń. To po prostu warta przeczytania powieść o alternatywnej przyszłości - która może się przecież wydarzyć. Kto zapewni że tak się nie stanie? A najbardziej zaskakującym momentem książki jest Epilog! NIE, nie przewracajcie kartek żeby tam zerknąć. Epilog zaskoczył mnie najbardziej tym - że był. Był tam sobie przyczajony na końcu książki, żeby uświadomić mi że to już koniec historii. Koniec na dziś, bo autor już przecież zapowiada ciąg dalszy.
Coż pozostaje czekać... bo po lekturze "Orła", gdzieś tam z tyłu głowy cały czas mruga ostrzegawczy napis :
"Apokalipsa w toku ..."
Na wybór muzyki mającej stanowić tło dla czytanej książki miał wpływ sam autor. Umieszczając na swoim facebookowym profilu link do utworu "Lambada" zespołu Death In Rome. Piosenka jest coverem znanego z lat 80tych hitu i po spowolnieniu oryginalnego tempa i dodania postapokaliptycznego brzmienia zyskała całkiem ciekawą aranżację. To skłoniło mnie do bliższego przyjrzenia się twórczości zespołu. Sięgnąłem po płytę "Hitparade" z czerwca 2016 roku, więc świeżą zupełnie jak nowa powieść Przybyłka. Dla mnie najciekawszymi utworami z płyty są "Careless Whisper" Georga Michaela, "Take On Me" grupy A-HA czy "Wonderful Life" Blacka. Być może ktoś młodszy będzie zainteresowany hitami bardziej aktualnych wykonawców, bo i takich znajdzie na płycie. Są tam między innym hity takich gwiazd jak : Rihanna "Diamonds", Sia "Chandelier", Miley Cyrus "Wrecking Ball" i kilka innych ciekawych przeróbek.

Ja praktycznie całą książkę przeczytałem puszczając "w kółko", popularny swego czasu głównie ze względu na rysunkowo-fabularny teledysk, utwór "Take On Me" w orygianle nagrany przez norweską grupę "A-HA".
Oryginalny teledysk do utworu "Take On Me"
Brak płyty "Hitparade" w serwisie Spotify. Alternatywnie została przeze mnie udostępniona w serwisie YoyTube.com, po kliknięciu na okładkę płyty, lub w oknie poniżej.
Niestety brakuje tam utworów : "Chandelier" oraz "Wonderful Life".
Jako bonus dodałem natomiast utwór który zainspirował mnie do wykorzystania płyty jako podkład dżwiękowy do "Orła Białego" czyli cover znanego hitu "Lambada".

czwartek, 9 czerwca 2016

Wieża” Robert J. Szmidt
Jerry Goldsmith „The Ghost And The Darkness

Trzecia http://lubimyczytac.pl/ksiazka/303289/wiezapolska książka z Uniwersum Metro 2033 po "Dzielnicy obiecanej" Pawła Majki i "Otchłani" Roberta J. Szmidta jest kontynuacją tej drugiej. Do lektury zabrałem się z niemałym zapałem chcąc jak najszybciej poznać dalsze losy Nauczyciela i jego przybranego syna Niemoty w podziemiach postapokaliptycznego Wrocławia.
Tym razem jak zwykle nie zawiodłem się czytając kolejną książkę Roberta, jednak "Wieża" (jak to wieża) przerosła moje oczekiwania i to nie tylko o swoje 49 pięter. Mogę śmiało stwierdzić że tom drugi jest jeszcze bardziej wciągający od "Otchłani". Od pierwszej strony, gdzie obserwujemy wyścig grupy śmiałków wśród ruin miasta i krwiożerczych mutantów, książka nie zwalnia tempa i nie daje nam złapać oddechu w kontynuacji ekscytującej podróży krok w krok za Pamiętającym, przez postnuklearne kanały i ulice Wrocławia.
Nietypowo i trochę przekornie do udźwiękowienia tej pozycji wybrałem ścieżkę dźwiękową do filmu "Duch i Mrok". Takie małe skojarzenie, nie tylko słowne. Bo gdy z Mroku kanałów wyłoni się Duch, tak jak filmowy pułkownik Patterson, Nauczyciel będzie starał się doprowadzić do satysfakcjonującego wszystkie strony kompromisu, a gdy to mu się nie uda znajdzie sobie sprzymierzeńców gotowych iść z nim na polowanie przeciwko wszystkim wrogom ocalonych.
♫ Welcome to Tsawo ♫
Dla mnie "Wieża" znacznie różni się od "Otchłani", czuć w niej większą swobodę poruszania się po wykreowanym w poprzedniej części świecie. Ramy nałożone przez Uniwersum są oczywiście zachowane, ale w kontynuacji zobaczymy znacznie więcej niż wąskie kanały Wolnych Enklaw.
"Wieża" jest też brutalniejsza od swojej poprzedniczki. Bo świat po Ataku to nie jest bajka. To brutalny, brudny i okrutny świat walki o codzienne być albo nie być. W nowej rzeczywistości, gdzie każda szczurza tuszka jest nie tylko dobrem konsumpcyjnym ale i walutą, zmutowane pająki można zamówić w barze jak kebab, a zastępujący słodycze gatunek robaków zajada się zamiast deseru, nie ma miejsca na sentymenty. To świat w którym słabych, ciężko rannych czy nieuleczalnie chorych, przy pomocy szybkiego pchnięcia nożem "odsyła" się w lepsze miejsce. A ta okrutna forma eutanazji nie jest tu bynajmniej piętnowana.
♫ Preparations ♫
Po dotarciu do "Otchłani", starego poniemieckiego kompleksu bunkrów, Nauczyciel dostaje od swoich nowych zwierzchników zadanie. W Nowym Watykanie rozpoczynają się rozruchy i niepokoje. Część jego mieszkańców ucieka poza granice enklawy, a gospodarze Otchłani są bardzo chętni do asymilacji nowych obywateli. Nauczyciel wyrusza więc w powrotną podróż do Wolnych Enklaw celem uzgodnienia swobodnego przejścia dla uciekinierów. Powrót na stare śmieci może jednak okazać się dla niego zabójczy. I to nie za sprawą "Messiego" przez którego tereny Nauczyciel musi przeprowadzić emigrantów z Nowego Watykanu.
♫ Remington's Death ♫
Podczas podróży do tytułowej "Wieży", patrzymy jak pod wpływem wydarzeń Pamiętający wróci do swoich poprzednich wcieleń, od Pawła Remera - porucznika jednostek specjalnych, do Ducha, członka elitarnego oddziału Czarnych Skorpionów, postrachu postnuklearnego świata. Intryga budowana z wielką pieczołowitością nie doprowadzi nas jednak do spektakularnego finału w stylu "i żyli długo i szczęśliwie", co sugeruje pojawienie się kolejnego tomu zapewne zamykającego trylogię. Bo jednak sporo tajemnic zostanie ujawnionych i zajrzymy wraz z Duchem za niejedną kotarę, z różnym dla bohatera skutkiem i specyficznym dla Szmidta humorem.
Skutkiem niesubordynacji Remera wobec włodarzy Otchłani będzie podjęcie marszu na szczyt zniszczonego wieżowca Sky Tower gdzie co noc ktoś rozpala ogień budzący nadzieję i zarazem grozę wśród mieszkańców kanałów. Wyprawa do "Wieży" leżącej na terenach zajmowanych od lat przez Lekterytów to w końcu nie kaszka z mleczkiem. Ale dzielny "dziadzia" i irytująca go permanentnie Iskra nie odpuszczą okazji na możliwość choć jednego spojrzenia na panoramę miasta ze szczytu najwyższego budynku Wrocławia.
♫ Lions Attack ♫
Nie chcąc zdradzać szczegółów i psuć lektury tym którzy po "Wieże" sięgną, powiem tylko jedno. Książki Szmidta są jak beczka prochu ... z bardzo krótkim lontem.
Ścieżki dźwiękowej do filmu "Duch i Mrok" nie można znaleźć w serwisie Spotify.
Alternatywnie jest dostępna na YoyTube.com, po kliknięciu na okładkę płyty, lub w oknie poniżej.

Ucieczka z Raju” Robert J. Szmidt
M. O'Donnell & M. Salvatori „Halo: Combat Envolved

Po kilku latach "wodzenia za nos" i obiecywania doczekaliśmy się wreszcie "pierwszej" drugiej części książki Roberta J. Szmidta. Nie jest to jednak dalszy ciąg "Apokalipsy według Pana Jana" o który aż do znudzenia, na każdym spotkaniu autorskim dopytują się czytelnicy. Nie jest to także kontynuacja "Samotności Anioła Zagłady", która z okazji II wydania, tym razem przez Dom Wydawniczy REBIS w obiecującej serii "Horyzonty zdarzeń", otrzymała obiecujący podtytuł "Adam".
Ta byłaby nazbyt oczywista.
Na pierwszy ogień dostajemy więc kontynuację space-opery z serii ""Pola dawno zapomnianych bitew". Po "Łatwo być Bogiem" czas na "Ucieczkę z Raju". Ciąg dalszy przygód sierżanta Henryana Święckiego i załogi kolapsarowca "Nomada".
W połowie XXIV wieku, ludzka rasa po skolonizowaniu tysiąca planet i odwiedzeniu kilku tysięcy kolejnych, staneła wreszcie w obliczu odkrycia na które czekała od stuleci. Innej rozumnej rasy.
Po wydarzeniech z tomu pierwszego, dowiemy się wreszcie jakie konsekwencje przyniesie ze sobą działanie załogi "Nomady" na wraku obcego statku.
Jak zwykle w szybkim tempie i z humorem, do których przyzwyczaił nas już w swoich książkach, Robert J.Szmidt rozpocznie totalną anihilację gatunku ludzkiego. A to wszystko z muzyką do pierwszej części gry "HALO: Combat Envolved" w tle.
Wybór tej konkretnej płyty jako tła muzycznego dla "Ucieczki z Raju", był na poły sentymentalnym powrotem do czasów w których miałem czas na tego typu gierki, a trochę świadomym wyborem. Gdy wreszcie na arenie wydarzeń mieli pojawić się obcy, nie znałem lepszej muzyki mogącej zilustrować taką pozycję. Przeplatana komunikatami komputera pokładowego - Cortany, świetnie integruje się ze światem stworzonym przez Roberta.
♫ Opening Suite ♫
Sektor Zebra, stacja monitorująca studnię grawitacyjną odnotowuje skok nadprzestrzenny, coś przedostaje się do układu. Pięć sekund później następuje kolejny skok, obiekt znika, a stacja milknie. Dwie doby później w układzie pojawia się kilka obcych jednostek pacyfikując wszelkie oznaki życia. Ludzkość staje w obliczu zagłady przez obcą rasę.
Henryan Święcki trafia na Deltę - planetę, gdzie oficjalnie mieści się ośrodek rehabilitacyjny dla kombatantów, nieoficjalnie odkryje drugie dno powodu do kolonizacji planety. Na księżycu Delty znajdują się kopalnie rudy Helonu, surowca niezbędnego do funkcjonowania wielu gałezi przemysłu, w tym najważniejszego - zbrojeniowego.
Korporacje jak wiadomo rządzą się swoimi prawami, a ludzie są traktowani jak łatwy do pozyskania materiał eksploatacyjny, który można wymienić lub latwo zastąpić. Tylko niezbędni i najcenniejsi pracownicy korpo dostali możliwość bezpiecznego opuszczenia układu. Reszta to tak zwane straty akceptowalne. Priorytetem staje się więc nie ewakuacja cywilów, ale przetransportowanie z kopalń, poza zagrożony układ jak największej ilości wydobytej rudy.
♫ Covenant Dance ♫
Pod pozorem zagrożenia wybuchem supernowej, rozpoczyna się ewakuacja. Święcki ma dwie doby na znalezienie sposobu na ocalenie jak największej ilości kolonistów i górników kopalń. Rozpoczyna się mordercza walka z czasem. Sierżant wie że każda niesubordynacja wobec przełożonych skaże go na ponowne zesłanie do kolonii karnej. Czy działanie na ścieżce służbowej pozwoli Henryanowi wykonać zleconą misję i jednocześnie uratować kolonistów?
Uchylając rąbka tajemnicy, zdradzę tylko że znalezione przez Święckiego rozwiązanie będzie zapowiedzią trzeciej odsłony "Pól dawno zapomnianych bitew".
♫ On a Pale Horse ♫
Podsumowując, mogę jak mantrę powtórzyć - do rąk dostajemy kolejną bardzo dobrą książkę Roberta, która jako sequel "Łatwo być Bogiem" w niczym nie ustępuje części poprzedniej. Czując zazwyczaj niedosyt po zakończeniu lektury kolejnych książek Szmidta, wreszcie mamy okazję na powrót do poznanych wcześniej światów i postaci które już zdążyliśmy polubić.
Na książkach Roberta J.Szmidta wydawca powinien umieszczać ostrzeżenie :
"UWAGA! Czytanie tej książki wciąga! Podobnie jak chodzenie po bagnie."
A to jeszcze nie wszystko co czeka nas w tym roku. Wkrótce premiera "Wieży", kolejnej po "Otchłani" powieści z "Uniwersum Metro 2033".

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Łatwo być Bogiem” Robert J. Szmidt
Various Artists „HALO 2 Game Soundtrack

Jeśli ktoś miał wątpliwości czy w polskim kanonie twardej s-f może się jeszcze pojawić warta uwagi pozycja, to książka "Łatwo być bogiem" Roberta J. Szmidta na pewno je rozwieje.
Jako podkład muzyczny do rozpoczynającej cykl "Pola dawno zapomnianych bitew" książki użyłem ścieżki dźwiękowej do gry "Halo 2". Dynamika tej muzyki doskonale wkomponowała się w tempo akcji "Łatwo być Bogiem", co prawda bez strzelania do chmary obcych, za to cały czas w biegu.
Połowa XXIV wieku. Ekspansja rasy ludzkiej w kosmosie kwitnie. Zbadano tysiące światów. Ponad tysiąc planet skolonizowano. Wojna domowa jest już niechlubną przeszłością. To wszystko doprowadziło rasę ludzką do najbardziej oczekiwanego odkrycia, od czasów gdy stopa ludzka stanęła na księżycu. Odkrycia obcej, inteligentnej rasy. A nawet dwóch! I to na jednej planecie.
♫ Cairo Suite ♫
Kolapsarowiec "Nomada" ma tylko jeden cel. 100 lat po wyniszczającej wojnie domowej, przemieszcza się szlakiem pól dawno zapomnianych bitew, w poszukiwaniu resztek złomu. Pozostałości po wielkich flotach. Niegdysiejszej dumie rasy ludzkiej, teraz zaś resztkach kosmicznego śmiecia krążących wokół niegdyś tętniących życiem światów. Ludzkość znów potrzebuje miejsca. Załoga "Nomady" ma oczyścić orbity wokół nadających się do zamieszkania planet z niebezpiecznego dla ruchu galaktycznego debrisu. Podczas jednej z takich misji, natyka się na niezarejestrowane pole pobitewnych resztek. Złomu który krąży tam od ... 50 tysięcy lat... Czysta ludzka ciekawość prowadzi załogę "Nomady" do odkrycia które może zmienić wszystko...
Wśród pobitewnych szczątek, sondy zidentyfikowały kadłub wraku statku z metali nieznanych ludzkości. Po wejściu na pokład, odnajdują i budzą z hibernacyjnego letargu stworzenie, którego istnienie podważy istotę naszej egzystencji.
♫ Mombasa Suite ♫
Beta. Jedna z planet ukladu Xan 4, to ciekawa jak na ludzkie standardy planeta. Jej niestabilna trajektoria, co pół miliarda lat wprowadza planetę w erę zlodowacenia. Każdy taki cykl prowadzi do totalnej anihilacji życia. Po kilku dziesiątkach milionów lat gdy Beta wraca w pobliże swoich gwiazd stopniowo ocieplając klimat, rodzi nowe życie w nowej formie.
W obecnym ruchu wokół słońc ukladu, na ciele niebieskim o toksycznej dla człowieka atmosferze, rozwinęły się aż dwie rozumne rasy. Większy z kontynentów planety zamieszkali błękitnokrwiści, pokojowo nastawieni czworonożni Gurdowie. Na mniejszym z kontynentów rozwiajała się w tym czasie wojownicza rasa humanoidalno-owadzich Suhurów.
♫ Mausoleum Suite ♫
Pomimo późniejszego startu, rasa Gurdów rozwojem technologicznym znacznie przegoniła zajętych ciągłą walką Suhurów. Ich pokojowe nastawienie i przyrost naturalny popchnęło Gurdów do podbicia mniejszego z kontynentów. Gdzie po odkryciu innej inteligentnej rasy, musieli zmienić podejście do otaczającego ich świata i stać się wojownikami jak ich nowo odkryci wrogowie.
Misja jest prosta - obserwować i pod żadnym pozorem nie ingerować. Mimo to, ktoś próbuje bawić się w Boga. Zwolniony warunkowo z ciężkiego więzienia na pasie asteroid, sierżant Henryan Święcki ma za zadanie zidentyfikować i ujawnić tożsamość ludzi, starających się ocalić jedną z ras przed wyginięciem. Stawką w tym wyścigu z czasem staje się jego życie.
♫ Reclaimer (feat. Steve Val) ♫
Mistrz apokalipsy tym razem serwuje nam dzieło godne połączonych sił Ridleya Scotta (Alien), Rolanda Emmericha (Księżyc 44), Mike'a Resnicka (Egzekutor) i Jacka Campbella (Zaginiona Flota) razem wziętych. Lektura "Łatwo być Bogiem" to jak oglądanie "Obcego" i "Gwiezdnych Wrót" jednocześnie. Mowa oczywiście o oryginalnym "Stargate" z Kurtem Russellem i starym dobrym "Alienie" z 1979 roku. To po prostu powrót do korzeni starej dobrej fantastyki. Akcja książki jest tak wciągająca że przejście do kolejnego rozdziału jest jak przekroczenie wormhole'a pomiędzy gwiezdnymi wrotami.
Oczekiwanie na kontynuację przygód sierżanta Henryana Święckiego i załogi Nomady, będzie dla mnie nie mniej męczące niż przerwa w nadawaniu "SG-1" w połowie sezonu.

sobota, 5 marca 2016

Szczury Wrocławia: Chaos” Robert J. Szmidt
Mike Oldfield „The Songs of Distant Earth

Kolejna po „Apokalipsie według Pana Jana” czy „Samotności Anioła Zagłady” apokaliptyczna powieść ze stajni Roberta J. Szmidta.
 
Tym razem przenosimy się w czasy PRL-u gdzie socjalistyczne władze stają w obliczu plagi Zombie. Świetnie przedstawione realia lat 60 XX wieku, kontra przedstawiciele popkultury lat 80-tych. Dodatkowego smaczku dodaje fakt uśmiercenia na kartach książki ponad 200 osób, wymienionych z imienia i nazwiska, i dających odnaleźć się w mediach społecznościowych. Szczęśliwcy, wyłonieni w drodze losowania trafili na karty "Szczurów Wrocławia" by tam zginąć. I niekoniecznie "ku chwale ojczyzny" zmartwychwstać, siejąc spustoszenie wśród mieszkańców Wrocławia.
 
 
♫ In the Beginning ♫
Wszystko to na tle autentycznych wydarzeń z sierpnia 1963 roku, kiedy to ostatnie w Polsce zarzewie czarnej ospy zawitało do bram Wrocławia. Izolacja miasta od reszty kraju miała zapobiec rozprzestrzenieniu się epidemii. Otoczony kordonem ZOMO Wrocław za sprawą pióra Szmidta staje się areną rzezi totalnej.
♫ Let There Be Light ♫
W izolatorium na Psim Polu dzieją się rzeczy niewyjaśnione, część pacjentów dziwnie „odmieniona” zaczyna polować na pozostałych pensjonariuszy próbując wyjeść ich mózgi, trzewia i co tam się jeszcze nawinie w zasięg szczęk czy łap „zakażonych”. Milicjanci pilnujący izolatorium są zdani na siebie, ich zwierzchicy ignorują całą sytuację uwarzając napływające meldunki za wymysł zapijaczonych umysłów.
♫ Prayer for the Earth ♫
Zapada zmierzch. Do Komendy Wojewódzkiej zaczynają spływać meldunki z innych części miasta gdzie również zorganizowano tymczasowe szpitale polowe w których podejrzani o zakażenie czarną ospą, przebywają odizolowani mieszkańcy Wrocławia. Sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Część „odmienionych” wydostała się poza pilnowane izolatoria i ich fala powoli zaczyna rozlewać się po kładącym się spać mieście.
♫ Lament for Atlantis ♫
Na nogi zostają postawione oddziały ZOMO i jednostki KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego) dostają prosty i zwięzły rozkaz - Opanować sytuację.
Rzeź niewiniątek przetacza się przez izolatoria, internat szkoły dla pięlęgniarek, remizę straży pożarnej nie oszczędzając też po drodze komendy wojewódzkiej. Teraz to już nie Zombie kontra ZOMO, ale oddziały ZombieZOMO ruszają w miasto.
Mleko się już jednak rozlało, a zombiaków jest coraz więcej. Tylko wprawne pióro autora sprawia że mimo tak ogromnej ilości ofiar „Szczury Wrocławia” nie stają się bardzo obszernym gazetowym dodatkiem z nekrologami, ale pełnokrwistą powieścią, gdzie akcja z każdą kolejną stroną coraz bardziej wciąga nas w wir wydarzeń.
♫ The Chamber ♫ Hibernaculum ♫
Dla mnie czytanie „Szczurów” było jak oglądanie połączenia „Titanica” z serialem „24-godziny”. I tak z góry wiadomo że statek zatonie, ale z dreszczykiem emocji, minuta po minucie śledzimy losy bohaterów z góry znając ich los. Dodatkowo tępo podkręca wymyślne uśmiercanie kolejnych postaci, godne mistrza horroru Grahama Mastertona. Śmierć czai się tu nawet na zielonej łączce po której biegają króliczki.
Cytując doktora Hannibala Lectera : „Co wybierasz? Wnętrzności w środku, czy na wierzchu? Jak Judasz? Sam nie wiesz? Pozwól, że ja zadecyduję za ciebie.”
♫ A New Beginning ♫
Nie wiem jak wy, ale ja w oczekiwaniu na kontynuację, mam ochotę na wycieczkę do Wrocławia, bo choć nigdy tam nie byłem, po przeczytaniu książki mam wrażenie że dość dobrze go znam.
Dla mnie oczekiwanie na kontynuację ma dodatkowy dreszczyk emocji. Zostałem wylosowany przez autora, by chwalebnie polec w kolejnym tomie "Szczurów Wrocławia"
ZOSTANĘ POSTACIĄ LITERACKĄ I ZGINĘ W SZCZURACH WROCŁAWIA !
A tymczasem, może wpadnę do Konofola na domowy bimberek?

(wersja poprawiona z LubimyCzytac.pl)