Najnowsza
książka Jarosława Grzędowicza „Hel3” swoją okładką i opisem sugeruje nam powieść science fiction z podbojem kosmosu w tle. Z każdym kolejnym rozdziałem zaczynałem odczuwać niedosyt kosmosu. Kiedy wreszcie opuścimy ziemię? Mogę was jednak zapewnić, że czas oczekiwania na start, nie będzie nam się dłużył.
książka Jarosława Grzędowicza „Hel3” swoją okładką i opisem sugeruje nam powieść science fiction z podbojem kosmosu w tle. Z każdym kolejnym rozdziałem zaczynałem odczuwać niedosyt kosmosu. Kiedy wreszcie opuścimy ziemię? Mogę was jednak zapewnić, że czas oczekiwania na start, nie będzie nam się dłużył.
Jest rok 2058. Znany ludzkości już od 39 roku XX wieku, pierwiastek Hel3, który na ziemi występuje w ilościach śladowych, na kiężycu leży dosłownie wszędzie, wystarczy wyekstrahować go z pyłu pokrywającego srebrny glob. Po raz pierwszy ludzkość dysponuje technologią pozwalającą na jego zastosowanie. Według optymistycznych wyliczeń naukowców, jedna 25 tonowa cysterna czystego gazu jest w stanie pokryć roczne zapotrzebowanie energetyczne takiego giganta jak Stany Zjednoczone.
Czy zdegenerowane rządy państw, są w stanie współpracować ze sobą i zmienić prawo zapewniające eksterytorialność księżyca w imię dobra całego globu?
Na początku znajdziemy się w Dubaju gdzie poznamy Norberta, młodego iwenciarza. Przyjechał tu w poszukiwaniu sensacji, wydarzenia którego sfilmowanie i publikacja w sieci pozwoli mu na łatwy zarobek. Wystarczy znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, sfilmować na żywo scenę dekapitacji porwanych gdzieś europejczyków przez wrednych arabów, wysłać filmik do sieci i czekać aż licznik wyświetleń osiągnie magiczne 5 kilo wejść. Wtedy do akcji wkraczają koncerny specjalizujące się w sprzedaży takich sensacyjnych materiałów. Kolejni widzowie, w sieci zamiast filmu znajdą tylko jego darmowy zwiastun. Materiał był na tyle interesujący, że pełen film dostępny jest już po opłacie, od której jego autor, właśnie liczy procenty, spływające na konto.
Tym właśnie zajmuje się iwenciarz. Graniem na uczuciach i emocjach użytkowników wszechobecnej sieci. Społeczeństwa, które nie potrafi skupić swojej uwagi na dłużej niż kwadrans. Cywilizacji kalek umysłowych, dla których przeczytanie ze zrozumieniem tekstu zajmującego powierzchnię większą od karty kredytowej stanowi nie lada wyzwanie. Dobry iwenciarz to paparazzi połowy XXI wieku, potrafiący znaleźć i odpowiednio przygotować smakowity kąsęk dla wygłodniałej bestii MegaNetu. Internetu przyszłości. Integralnej części naszego życia. Bo w niedalekiej przyszłości, bez dostępu do sieci czy następcy smartfona w kieszeni, nie żyjesz.
Nie ma Cię.
Nie istniejesz.
Omnifon w połączeniu z trójwymiarowym displejem ukrytym w okularach, jest nie tylko prywatnym centrum rozrywki i urządzeniem służącym do komunikacji. Jest Twoim kluczem do domu, paszportem, dowodem osobistym, kartą zdrowia i osobistym strażnikiem diety, a także - o zgrozo sposobem na rozmowę z osobą siedzącą obok.
Ta wizja świata Grzędowicza, nie przeraziła mnie aż tak bardzo, przecież wystarczy rozejrzeć się wokół siebie jadąc autobusem, tramwajem, pociągiem czy choćby czekając na poczcie w kolejce do wolnego okienka. Ludzie wokół nas mają wzrok wlepiony w ekrany swoich smartfonów, czytając pocztę, grając, czy oglądając coś w sieci. To dzieje się już dziś. Na naszych oczach, tylko że sami gapiąc się w nasz prywatny ekranik z rozrywką jeszcze tego nie widzimy.
Zobaczymy w nowej powieści Grzędowicza świat jakiego nie chcielibyśmy oglądać, zły skorumpowany i pełen ograniczeń narzucanych nam przez wredną klikę polityków, żyjących naszym kosztem i czerpiących pełnię życia. Podczas gdy szare masy, ogłupiane przez wszechobecne zakazy i nakazy, egzystują jak nie przymierzając, pozbawione własnego ja zombie. Świat gdzie prąd i energia są reglamentowane, a własna lodówka – niczym unia europejska – odmawia, wydania ci drugiej porcji jogurtu, bo przekroczyłeś już dzienną dawkę spożywanego cukru i kalorii. To właśnie zjednoczenie państw europejskich jest tu nienazwanym złem, które samo ograniczyło się tymi wydumanymi zakazami. Narzucając swoim obywatelom konsupcjonistyczny ascetyzm, jednocześnie trzymając kastę rządzącą ponad tym.
Ale to już temat na kolejny iwent.
Czy Norbertowi uda się wedrzeć do silnie strzeżonej restauracji żeby zarejestrować ekscesy polityków bawiących się na nasz koszt? Jak zarejestrować wydarzenia z ekranowanego pomieszczenia, gdzie nawet goście muszą zostawić swoje omnifony przed wejściem na salę? A obstawa, ochrona i paranoiczne zasady bezpieczeństwa są bardziej restrykcyjne niż na amerykańskich lotniskach po 11 września?
Oczywiście są też jednostki, które chcą ten stan rzeczy zmienić. Jak multimilioner z wizją, organizujący wyprawę na księżyc po tytułowy Hel3. Środek na zbawienie ludzkości od tłamszących ją problemów.
Norbert wraz z grupą wyszkolonych najemników znajdzie się na drodze z której nie ma odwrotu. Przeciwstawiając się rządzącym światem elitom, stracą możliwość powrotu do wegetującego społeczeństwa. Czy są gotowi poświęcić się dla lepszego jutra?
To co bohaterowie odkryją na księżycu, jedynie rozbudzi naszą wyobraźnię. Ale o to chyba autorowi chodziło. Otwórzmy oczy, zanim będzie za późno i obudzimy się w matrixie.
Scieżką do książki Grzędowicza, stała się wydana przez Geffen w 1987 roku płyta rodem z podniebnej kuźni - Aerosmith „Permanent Vacation”. I jak w utworze „St.John” zaśpiewa nam Steven Tyler : Come on boy, the tape is rollin'. Grajmy więc, bo taśma w kamerze już się kręci.
Aerosmith „Permanent Vacation” Geffen Records, 1987
https://play.spotify.com/album/3mb4bSC1wKWTtQBfiMkyma
Premiera już 15 lutego - Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/hel-3-jaroslaw-grzedowicz/
https://play.spotify.com/album/3mb4bSC1wKWTtQBfiMkyma
Premiera już 15 lutego - Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/hel-3-jaroslaw-grzedowicz/
pażdziernika 2016 w księgarni "Świata Książki" znajdującej się na terenie Warszawskiej Hali Koszyki, odnowionej po gruntownym remoncie, o godzinie 17:30 odbyło się spotkanie autorskie z
wrednym, a mimo to wzbudzającym sympatię typie. Bimbrowniku, kłusowniku i wiejskim egzorcyście. Słowem - pasożycie społecznym nr 1.
Jest to już ósmy tom przygód Jakuba, delektujmy się nim powoli, bo według zapowiedzi autora na następny znów trzeba będzie poczekać. Tym razem przynajmniej do 2018 roku.
to jeszcze zanim spotkanie się na dobre rozpoczęło. No cóż, przynajmniej przypinki były rozdawane przez pierwsze pół godziny. Ale w końcu nie przyszedłem tam po zakładkę, tylko posłuchać co autor ma do powiedzenia o swojej najnowszej książce, i co jeszcze w najbliższych miesiącach planuje wydać.
rozmowy z autorem, a uwierzcie mi że czasu miałem sporo, bo podpisywanie 17 książek i 5 ebooków chwilę trwa. (O tym jak podpisać ebooka przeczytacie w
Niestety Fabryka nie dogadała się z autorką ilustracji, i czwarty tom pojawił się w zupełnie nowej zmienionej szacie graficznej (dlatego też ostatnią, wydaną w serii książkę kupiłem w wersji elektronicznej, musiałem zachować Feng Shui na półce - to wersja oficjalna. Tak naprawdę ta zielonkawa okładka nowego wydania wygląda trochę jak romansidło.)
przecież przyjechałem na spotkanie po najnowsze przygody Jakuba! A więc jest "Konan Destylator". Z reglamentowaną pięczątką (tylko w dniu premiery) odciśniętą ręką samego ojca chrzestnego "pogromcy Wojsławic i terenów gdzie dociera pekaes z Chełma", jest oczywiście i dedykacja z zamaszystym autografem.
Nie omieszkałem więc, ponownie z czeluści plecaka wydobyć wszystkich tomów Wędrowycza, podsuwając skwapliwie panu Andrzejowi do parafowania. W książce, obok dedykacji pojawił się również lekko kanciasty profil Jakuba. Narysowany szast-prast wprawnym ruchem ręki zaopatrzonej w pióro wieczne. W ten sposób cała moja jakubowa kolekcja zdobyła dziś podwójne wpisy. Nie omieszkam też wspomnieć zachwytów pana Andrzeja i wydawcy z Fabryki Słów którzy po latach zobaczyli ponownie pierwsze wydania kolejnych tomów. Ilustrator zwrócił uwagę na zupełnie inną gramaturę papieru (wyczuwalna przy pisaniu piórem wiecznym), natomiast pan z Fabryki głównie rozprawiał o ewolucji okładek w kolejnych wznowieniach.
się skończyła, czytelnicy rozeszli się do domów aby zagłębić się w lekturze nowo nabytej pozycji i nawet niektóre książki próbowały odlecieć, ale je żyłkami do sufitu pracownicy księgarni podoczepiali, więc sobie tak smutno pod tym sufitem wisiały. A Smutno im było zapewne dlatego że nowego Wędrowycza jeszcze nie czytały, co i ja zamierzam niezwłocznie po powrocie do domu uczynić aby humor sobie poprawić.



połowa XXI wieku, świat popada w euforię związaną z nieoczekiwanym udostępnieniem ludziom leku opóźniającego starzenie. NGen wydaje się być ziszczeniem odwiecznego ludzkiego marzenia jakim jest nieśmiertelność. Wszystkie światowe rządy pod presją obywateli decydują się na udostępnienie leku dla ogółu. Podczas gdy po upływie roku od jego ujawnienia, cała ludzka populacja cieszy się z dobrodziejstwa specyfiku, nasze elity jak zwykle nie mogą się dogadać na jakich zasadach lek udostępnić dla pospólstwa. I ta nasza opieszałość okazuje się w ogólnym rozrachunku zbawienna.

Oryginalny teledysk do utworu "Take On Me"







