Najpopularniejszy czeski pisarz fantasy, Miroslav Žamboch znów w formie. Bo po świetnej trylogii Koniasza, czy dwuksięgu o Baklym, trafiła się i słabsza pozycja tego autora - „Mroczny zbawiciel”.
Po niemal 7 latach od wydania „Wilka samotnika”, Žamboch postanowił znów zabrać nas do świata Koniasza. Tym razem bez tego ostatniego, choć mimo braku tego sympatycznego najemnika, książka nie zawiodła moich oczekiwań.
Po niemal 7 latach od wydania „Wilka samotnika”, Žamboch postanowił znów zabrać nas do świata Koniasza. Tym razem bez tego ostatniego, choć mimo braku tego sympatycznego najemnika, książka nie zawiodła moich oczekiwań.
Już 24 marca, trafi do waszych rąk jego najnowsze dzieło - „Ostatni bierze wszystko”, tymczasem uchylając rąbka tajemnicy ...
Trzy historie, trzy opowiadania. Choć w zasadzie to jedna minipowieść i dwa opowiadania. Autor jakby na nowo wprowadza nas do świata, który niby już znamy z poprzednich książek, a mimo to odkrywamy go na nowo i poznajemy tajemnice rządzących nim praw. Wreszcie dowiemy się dlaczego w czasach naszego bohatera do wynajęcia, magia jest zakazana a wszelkie przejawy posiadania odrobiny tych niesamowitych mocy są skrzętnie ukrywane przed resztą świata. Historia ta dzieje się bowiem na długo przed opowieściami którymi dotąd raczył nas mocodawca Koniasza.
Lekturę najnowszej powieści Žambocha zaczniemy od „Długiego sprintu”. Najdłuższego z trzech opowiadań, którego bohaterem jest młodszy brat następcy tronu - Tekuard. Stary król postanawia odejść. Na tronie ma go zastąpić starszy brat Tekuarda, Maksymilian. Niestety w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, Max, który od urodzenia jest przygotowywany do objęcia tronu, obiecujący polityk i świetny mag, zaprawiony w dworskich intrygach, po prostu spada z konia i skręca kark. Wymarzona sytuacja dla młodszego brata. Prawda?
Do tej pory pomijany w dworskich knowaniach, zupełnie nie zainteresowany magią, młody książe który nad pałacowe gierki przedkłada produkcję wina i hodowle nowych szczepów winorośli, staje się jedynym infantem najpotężniejszego maga na kontynencie.
Brzmi zachęcająco?
Jest tylko jeden mały haczyk... Stara tradycja mówi że na 30 dni przed koronacją rozpoczyna się polowanie na sukcesora. Każdy z 11 klanów ma prawo zabić następcę tronu i w jego miejsce wystawić własnego kandydata. Kto okaże się sprzymierzeńcem a kto śmiertelnym wrogiem. Książe za wszelką cenę musi doczekać koronacji. Zostać na zamku i stawić czoła najpotężniejszym czarodziejom jakich klany wysłały do stolicy? A może uciekać jak najdalej od miasta i ukryć się w głuszy.
Podczas czytania tego tekstu, czeka nas zaprawdę długi sprint. Ciężko oderwać się od książki, w której sytuacja zmienia się po przewróceniu niemal każdej kartki. Jedyne co mogę „Długiemu sprintowi” zarzucić, to tyle że tekst, jak na możliwości „pociągnięcia” takiego tematu jest dość krótki. Žamboch, materiał na grubą książkę skondensował zaiste magicznie. A może dzięki temu nie ma dłużyzn i książkę czyta się bardzo sprawnie.
Swoistym spowalniaczem, żeby nie dostać zadyszki w trakcie tego biegu, była dla mnie płyta „Honey Trap” Johna Portera. Rockowo-bluesowe utwory w pełni oddają klimat tej mrocznej miejscami opowieści. Na uwagę zasługują takie utwory, jak „Black With The Blues” czy „Light On a Darkened Road” zaczynający się od słów :
„Hello stranger, it’s good to see you here” które wychrypiane głosem Portera, brzmią niczym zaproszenie do ciemnego zaułka, w którym czai się banda zbirów.
Swoistym spowalniaczem, żeby nie dostać zadyszki w trakcie tego biegu, była dla mnie płyta „Honey Trap” Johna Portera. Rockowo-bluesowe utwory w pełni oddają klimat tej mrocznej miejscami opowieści. Na uwagę zasługują takie utwory, jak „Black With The Blues” czy „Light On a Darkened Road” zaczynający się od słów :
Muszę też wspomnieć o dwóch pozostałych opowiadaniach, znacznie krótszych od „Sprintu”, ale bynajmniej nie mniej przez to ważnych czy ciekawych. Pierwsze jest zwieńczeniem głównego wątku. Jeśli czuliśmy niedosyt po przeczytaniu pierwszego tekstu, to potraktujmy kolejny jako jego epilog. Więcej nie powiem bo zepsułbym całą zabawę.
Najbardziej jednak zaciekawiła mnie ostatnia odsłona, nosząca tytuł całego zbioru - „Ostatni bierze wszystko”. To dynamiczna i obfitująca w wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji krótka opowieść o nietypowym wyścigu po skarb. Skarb którego charakteru nie zna żaden z uczestników, a mimo to wszyscy go pożądają. Skarb który spełni marzenia tylko jednego zawodnika i to on jako jedyny ocalały z tego morderczego wyścigu odjedzie na koniu w stronę zachodzącego słońca.
I jak to bywa w każdej niebezpiecznej grze, w której czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę - ostatni bierze wszystko.
Ciekaw jestem tylko jednego. Czy tylko ja, po przewróceniu ostatniej kartki odniosłem wrażenie że zwycięzca był znany już na starcie wyścigu?
Miroslav Žamboch - „Ostatni bierze wszystko”, 2017 Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/ostatni-bierze-wszystko-miroslav-zamboch/
John Porter „Honey Trap” Good Music Society, Mystic Production 2014
https://play.spotify.com/album/4L5pz06MVlsWaTEjSQPN8h
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/ostatni-bierze-wszystko-miroslav-zamboch/
John Porter „Honey Trap” Good Music Society, Mystic Production 2014
https://play.spotify.com/album/4L5pz06MVlsWaTEjSQPN8h






lutego 2017 to dla fanów autora „Pana Lodowego Ogrodu” długo oczekiwana data. Czemu wspominam właśnie PLO ? Bo podczas spotkania kilkukrotnie zostało wspomniane, a także dlatego że trochę kładło się cieniem na, ponad 4 lata wyczekiwanej na wyjście spod pióra
też „Hel 3” z założenia miał być historią zamkniętą w jednym tomie. Nie dziwi więc fakt że Grzędowicz nie chce być kojarzony z jedną konkretną serią. Taką możliwość daje mu właśnie nowa powieść, osadzona w zupełnie innym świecie. Świecie niedalekiej nam w sumie przyszłości. Czemu jednak musieliśmy na nią czekać aż tak długo.
Mamy tu zarówno nowy internet przyszłości (tylko bardziej), zupełnie prozaiczne, aczkolwiek nowe urządzenia jak smartfon (tylko bardziej) czy ekspres do kawy (tylko bardziej).
Mowa o politykach, bez wskazywania konkretnej opcji, bo z polityka u władzy zawsze wychodzą te same demony.
opinia na temat książki, pojawiła się na blogu dwa tygodnie temu. Warto ją przeczytać. Przyznaję że z twórczością Grzędowicza nie miałem wcześniej styczności i brak mi punktu odniesienia do czteroksięgu „Pana”. Jeśli chodzi o opowiedzianą historię, to książkę czyta się łatwo, a historia jest wartka i spójna. Czułem się lekko zawiedziony w sumie krótkim pobytem na księżycu w stosunku do reszty akcji książki. A może ten fragment był tak wciągający że po prostu odniosłem takie wrażenie? Oceńcie sami. Od wczoraj książka jest już dostęna w sprzedaży, a autor rusza w trasę po polsce.
swoją nową książką „Hel 3”, gdzie obok autografu, można zdobyć unikatową pieczątkę, która po zakończeniu trasy i powrocie do Warszawy zostanie komisyjnie zniszczona, a jej szczątki wysłane na księżyc, autor zawita kolejno do empików w :
na koniec fotki z moich prywatnych zbiorów. Lądownik misji Apollo, replika która dumnie wisi pod sufitem hali „Apollo/Saturn V Center” na terenie kompleksu NASA na przylądku Canaveral. Oryginał zaś po wyniesieniu astronautów na orbitę księżyca gdzie przesiedli się do modułu CSM zdolnego powrócić na ziemie, powinien opaść gdzieś na powierzchnię księżyca.
który po zakończeniu czynnej służby, stał się jednym z obiektów muzeum ulokowanego na terenie „Rocket Garden”, czyli ogródka rakietowego.


podstawa do budowy postapokaliptycznej powieści. Na której Biedrzycki buduje swoją opowieść, zabierając nas w podróż po peronach i tunelach metra stolicznej aglomeracji.
Co spodziewają się tam odnaleźć? Czy uda im się pokonać tak ogromny dystans poza tunelami w których się wychowali? Co na ich drodze postawi matka natura, której wspomagana radiacją i skażeniem biologicznym wyobraźnia zdaje się być niczym nieograniczona.
