środa, 22 marca 2017

Ostatni bierze wszystko” Miroslav Žamboch 
 John Porter „Honey Trap


Najpopularniejszy czeski pisarz fantasy, Miroslav Žamboch znów w formie. Bo po świetnej trylogii Koniasza, czy dwuksięgu o Baklym, trafiła się i słabsza pozycja tego autora - „Mroczny zbawiciel”. Po niemal 7 latach od wydania „Wilka samotnika”, Žamboch postanowił znów zabrać nas do świata Koniasza. Tym razem bez tego ostatniego, choć mimo braku tego sympatycznego najemnika, książka nie zawiodła moich oczekiwań.
Już 24 marca, trafi do waszych rąk jego najnowsze dzieło - „Ostatni bierze wszystko”, tymczasem uchylając rąbka tajemnicy ...
Trzy historie, trzy opowiadania. Choć w zasadzie to jedna minipowieść i dwa opowiadania. Autor jakby na nowo wprowadza nas do świata, który niby już znamy z poprzednich książek, a mimo to odkrywamy go na nowo i poznajemy tajemnice rządzących nim praw. Wreszcie dowiemy się dlaczego w czasach naszego bohatera do wynajęcia, magia jest zakazana a wszelkie przejawy posiadania odrobiny tych niesamowitych mocy są skrzętnie ukrywane przed resztą świata. Historia ta dzieje się bowiem na długo przed opowieściami którymi dotąd raczył nas mocodawca Koniasza.
Lekturę najnowszej powieści Žambocha zaczniemy od „Długiego sprintu”. Najdłuższego z trzech opowiadań, którego bohaterem jest młodszy brat następcy tronu - Tekuard. Stary król postanawia odejść. Na tronie ma go zastąpić starszy brat Tekuarda, Maksymilian. Niestety w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, Max, który od urodzenia jest przygotowywany do objęcia tronu, obiecujący polityk i świetny mag, zaprawiony w dworskich intrygach, po prostu spada z konia i skręca kark. Wymarzona sytuacja dla młodszego brata. Prawda?
Do tej pory pomijany w dworskich knowaniach, zupełnie nie zainteresowany magią, młody książe który nad pałacowe gierki przedkłada produkcję wina i hodowle nowych szczepów winorośli, staje się jedynym infantem najpotężniejszego maga na kontynencie.
Brzmi zachęcająco?
Jest tylko jeden mały haczyk... Stara tradycja mówi że na 30 dni przed koronacją rozpoczyna się polowanie na sukcesora. Każdy z 11 klanów ma prawo zabić następcę tronu i w jego miejsce wystawić własnego kandydata. Kto okaże się sprzymierzeńcem a kto śmiertelnym wrogiem. Książe za wszelką cenę musi doczekać koronacji. Zostać na zamku i stawić czoła najpotężniejszym czarodziejom jakich klany wysłały do stolicy? A może uciekać jak najdalej od miasta i ukryć się w głuszy.
Podczas czytania tego tekstu, czeka nas zaprawdę długi sprint. Ciężko oderwać się od książki, w której sytuacja zmienia się po przewróceniu niemal każdej kartki. Jedyne co mogę „Długiemu sprintowi” zarzucić, to tyle że tekst, jak na możliwości „pociągnięcia” takiego tematu jest dość krótki. Žamboch, materiał na grubą książkę skondensował zaiste magicznie. A może dzięki temu nie ma dłużyzn i książkę czyta się bardzo sprawnie.
Swoistym spowalniaczem, żeby nie dostać zadyszki w trakcie tego biegu, była dla mnie płyta „Honey Trap” Johna Portera. Rockowo-bluesowe utwory w pełni oddają klimat tej mrocznej miejscami opowieści. Na uwagę zasługują takie utwory, jak „Black With The Blues” czy „Light On a Darkened Road” zaczynający się od słów :
Hello stranger, it’s good to see you here
które wychrypiane głosem Portera, brzmią niczym zaproszenie do ciemnego zaułka, w którym czai się banda zbirów.
Muszę też wspomnieć o dwóch pozostałych opowiadaniach, znacznie krótszych od „Sprintu”, ale bynajmniej nie mniej przez to ważnych czy ciekawych. Pierwsze jest zwieńczeniem głównego wątku. Jeśli czuliśmy niedosyt po przeczytaniu pierwszego tekstu, to potraktujmy kolejny jako jego epilog. Więcej nie powiem bo zepsułbym całą zabawę.
Najbardziej jednak zaciekawiła mnie ostatnia odsłona, nosząca tytuł całego zbioru - „Ostatni bierze wszystko”. To dynamiczna i obfitująca w wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji krótka opowieść o nietypowym wyścigu po skarb. Skarb którego charakteru nie zna żaden z uczestników, a mimo to wszyscy go pożądają. Skarb który spełni marzenia tylko jednego zawodnika i to on jako jedyny ocalały z tego morderczego wyścigu odjedzie na koniu w stronę zachodzącego słońca. I jak to bywa w każdej niebezpiecznej grze, w której czasem trzeba postawić wszystko na jedną kartę - ostatni bierze wszystko.
Ciekaw jestem tylko jednego. Czy tylko ja, po przewróceniu ostatniej kartki odniosłem wrażenie że zwycięzca był znany już na starcie wyścigu?
Miroslav Žamboch - „Ostatni bierze wszystko”, 2017 Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/ostatni-bierze-wszystko-miroslav-zamboch/

John Porter „Honey Trap” Good Music Society, Mystic Production 2014
https://play.spotify.com/album/4L5pz06MVlsWaTEjSQPN8h

wtorek, 14 marca 2017

Smocze koncerze” Andrzej W. Sawicki 
 Marillion „Misplaced Childhood

Z ciekawością brałem do ręki książkę Andrzeja W. Sawickiego "Smocze koncerze". Okładka książki pobudza wyobraźnię, wzgórze na którym stoi husarz w pełnym rynsztunku, a nad nim wyłaniający się spośród chmur statek kosmiczny.
Oparta na faktach historycznych opowieść, zostaje przez autora okraszona całą rzeszą niecodziennych wydarzeń, które mogą zmienić świat. Oto do stolicy imperium osmańskiego, roku pańskiego 1677 przybywa poselstwo polskie na którego czele stoi kanclerz Jan Gniński. Poselstwo ma za zadanie przeprowadzić bardzo delikatne negocjacje dotyczące obniżenia haraczu który królestwo polskie płaci turkom. Drugorzędnym celem poselstwa jest też wynegocjowanie oswobodzenie jeńców wziętych w jasyr przez wojska najeźdźcy.
Nieoczekiwanie w Stambule rozbija się nieznany obiekt który spada na jedną z dzielnic miasta. To kara bogów, czy zemsta przywołana z nieba przez polskich rycerzy przybyłych do tureckiej stolicy? Ludzkość staje w obliczu zagłady przez nieznane siły. Oto niespodziewanie z dziwnego obiektu wyłaniają się krwiożercze bestie, w obliczu których zaciekli wrogowie aby przeżyć muszą zacząć współdziałać. Czy dawne animozje pójdą w zapomnienie w obliczu dobra przetrwania rasy ludzkiej?
Niecodzienne połączenie historii polski sprzed odsieczy wiedeńskiej, ze współczesną technologią i elementami twardej fantastyki, sprawia że książkę czyta się jednym tchem. Mnogość autentycznych postaci historycznych, wpleciona w wątki powieści wzmaga tylko jej autentyczność.
Sam pomysł na inwazję jest dość nowatorski, ale zaplanowany dość skrupulatnie i sensownie. Czy XVII wieczne społeczeństwo jest w stanie przeciwstawić swe siły obcym istotom dysponującym technologią o której nawet w dzisiejszych czasach nie myślimy realnie. Opowieść Sawickiego jest krwawa i momentami bezkompromisowa, ale to przecież historia inwazji obcych kolonizatorów, którzy przybywają tu w celu totalnej anihilacji rasy ludzkiej i absorbcji ich umysłów.
Wybór muzyki do książki poniekąd historycznej, nie był łatwy. I wtedy przypomniał mi się przeczytany dwie dekady temu horror Grahama Mastertona „Zaklęci” gdzie częścią celtyckiego rytuału była melodia ze "Szczurołapa z Hamelin" a słowa które wyśpiewał 30 lat temu Fish, idealnie oddają atmosferę „Smoczych Koncerzy”.

Lavenders blue, dilly dilly, lavenders green,
When I am King, dilly dilly,
You will be Queen.


Kojąca melodia, która jednocześnie budzi niepokój przed tym co czycha na nas za najbliższym rogiem. Bo uwierzcie, zwroty akcji są tu nieoczekiwane, a bitna natura zarówno polskiej szlachty, jak i tureckich janczarów tylko sprzyja nagłym zmianom nastrojów obu nacji. A co za tym idzie zarówno nawiązywaniem jak i zrywaniem sojuszów, w walce z bestiami spoza naszych wyobrażeń. Ale żeby odeprzeć najeźdźców na dobre i ocalić świat, ludzkość musi się zjednoczyć na dobre w tej nierównej walce. Inaczej nasze szanse w starciu z obcymi będą niczym załogi Nostromo z filmu Alien, wkraczającej do pomieszczenia z jajami ksenomorfów.
Jednym słowem :
Szable w dłoń
Andrzej W. Sawicki „Smocze Koncerze”, 2016 Dom Wydawniczy REBIS
https://www.rebis.com.pl/pl/book-smocze-koncerze-andrzej-w-sawicki,SCHB07543.html

Marillion „Misplaced Childhood” EMI, 1958
https://play.spotify.com/album/6hAZj8L6V6XjochoLXf6WM

niedziela, 5 marca 2017

Dworzec Śródmieście” Bartek Biedrzycki
Walk Off the Earth „Sing It All Away

Zamykający „trylogię warszawską” trzeci tom „Kompleksu” wreszcie trafił do naszych rąk. Po dwuletniej przerwie, mamy okazję ponownie zejść do tuneli stołecznego metra, aby zarówno z już znanymi nam z poprzednich części bohaterami ale także kilkoma nowymi postaciami, kontynuować tą intrugującą wędrówkę by wreszcie według zapewnień autora dotrzeć do jej kresu i uzyskać odpowiedzi na pytania zadane w dwóch poprzedzających tomach .
Przyznam się bez bicia, że z „Fabryczną Zoną” i cyklami stalkerskimi, nie miałem wcześniej okazji się zetknąć (poza Kompleksem, który trzy lata temu streścił mi kolega zdradzając co ciekawsze szczegóły, w związku z czym do osobistej konsumpcji lektury w ogóle nie doszło). Dopiero trzymając w rękach egzemplarz recenzencki „Dworca Śródmieście”, postanowiłem zaległości w prozie Biedrzyckiego nadrobić. Po szybkiej wycieczce do pobliskiej biblioteki miałem więc w rękach także poprzednie części trylogii, czyli „Kompleks 7215” i „Stację Nowy Świat”. No bo jak tu recenzować książkę, którą wydawnictwo zapowiada jako spektakularne zwieńczenie opowieści której początku nie pamiętam, a środka nie znam.
Wróćmy jednak na „Dworzec”, czyli siedzibę Braci Mniejszych, jak pieszczotliwie, mieszkańcy Centralnego ochrzcili swoich sąsiadów. Znów, jak w przypadku części drugiej, rozpoczynamy od retrospekcji, która jest w pełni usprawiedliwiona, wprowadza bowiem do całości obrazu nowe kawałki układanki, sprytnie wypełniając luki pozostałe po niedokończonych lub niedomówionych zagadnieniach z dwóch poprzednich książek. A introdukcja stalkerskiego duetu bliźniąt w osobach „Hanoiego” (znanego nam ze „Stacji Nowy Świat”) oraz jego siostry „Zary”, w dniu hekatomby, która wolno acz nieubłaganie spadła na świat, przypomni nam o utraconym człowieczeństwie.
Motywem przewodnim pozostaje oczywiście wątek Borki. Rudobrodego stalkera, którego los w dniu zagłady rozdzielił z ojcem, przebywającego wtedy na służbie, gdzieś w tajnym kompleksie w Kampinosie. Porucznik Dobrowolski wyjdzie wreszcie z cienia i z jego perspektywy poznamy historię tajnego natowskiego bunkra. Los skrzyżuje ścieżki poznanych wcześniej postaci w dość przewrotny sposób. A Borka zostanie postawiony w obliczu życiowego wyboru.
Do udźwiękowienia tego tekstu wybrałem płytę „Sing It All Away” kanadyjskiego zespołu Walk off the Earth, ze szczególnym uwzględnieniem utworu „Home We'll Go”. Utwory z pogranicza rocka awangardowego, punk rocka i folku bardzo fajnie współgrają z klimatem książki.
Czytając całą trylogię „w jednym podejściu”, można zaobserwować jak zmienia się styl pisania Biedrzyckiego, „Dworzec” to powieść bardziej dojrzała od swoich poprzedniczek. W trakcie lektury „Kompleksu” łapałem się na tym że kilkukrotnie musiałem cofnąć się o kilka akapitów, żeby wyłowić jakiś niedopowiedziany niuans. Finał serii czyta się bardziej „gładko”. Postacie są bardziej przekonujące, a tekst spójniejszy pomimo tego że opowiadana historia rozgrywa się na przestrzeni ponad dwóch dekad, a autor chcąc zamknąć wszystkie niedopowiedziane kwestie, porusza się po tym „dwudziestoleciu powojennym” niczym suwak po osi czasu. Nie mamy jednakowoż wrażenia bezładu, a autor świetnie panuje nad tą translokacją czasową poszczególnych fragmentów tekstu.
Książka warta uwagi nie tylko tych czytelników którzy mieli styczność z wcześniejszymi częściami. Ale także wszystkich fanów postapo i warszawskiego metra. Bo parafrazując znane przysłowie :
Po apokalipsie nie w samym metrze człowiek żyje.

A gdzie jeszcze?, przeczytajcie „Dworzec Śródmieście”.
Bartek Biedrzycki - „Dworzec Śródmieście”, 2017 Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/autorzy/bartek-biedrzycki/dworzec-srodmiescie-3-bartek-biedrzycki/

Walk off the Earth „Sing It All Away” Columbia Records, 2015
https://play.spotify.com/album/0znuTvl59JCTczo6F0NLEV

piątek, 3 marca 2017

Stacja Nowy Świat” Bartek Biedrzycki 
 Guns'n'Roses „Use Your Illusion I

Dalszy ciąg „Opowieści z postapokaliptycznej aglomeracji”, czyli drugi tom „Kompleksu 7215” Bartka Biedrzyckiego, odkrywa przed nami szereg tajemnic z przeszłości. Jeśli spodziewaliśmy się ciągu dalszego przygód bohaterów poznanych w pierwszej części, będziemy musieli na nie jeszcze poczekać do kolejnej części. „Stacja” jest z zamierzenia prequelem. Znajdziemy tu całą masę retrospekcji, autor postanowił bowiem powrócić w czasie do wydarzeń, które w „Kompleksie” zostały zaledwie z grubsza naszkicowane jako tło opisywanych w nim wydarzeń.
Znajdziemy tu zarówno prywatne historie bohaterów, z których dowiemy się w jaki sposób, w dniu zagłady los zaprowadził ich wprost w trzewia warszawskiej aglomeracji. Będą także opisy wydarzeń, wspomnianych w części pierwszej, a mających niemały wpływ na przebieg całej opowieści.
Poznamy młodego generała Groma i jego wkład w budowę Twierdzy, wysłuchamy opowieści o Ostatnim Przymierzu, i staniemy się świadkiem powstania i upadku totalitarnego Imperium.
I być może to właśnie dlatego „Stacja Nowy Świat” staje się bardzo wciągającą opowieścią. Opowieść staje się coraz bardziej szczegółowa i klarowna, pojawią się też nowe postacie, dopełniające wiele wątków. Możemy zatem na nowo cieszyć się podróżą po podziemnym świecie postapokaliptycznej stolicy.
Rozpoczęcie tych opowieści w dniu zagłady uświadomi nam jeszcze raz, co ludzkość straciła w efekcie globalnego konfliktu. W rytm ciężkiej muzyki Axla i jego kumpli jeszcze raz wejdziemy do ciemnych tuneli metra gdzie Jasnowłosa Pani - Madonna Tuneli będzie nam przyświecać w podróży.
Pomysł Biedrzyckiego, aby z premedytacją dać nam do rąk niejako uzupełnienie pierwotnej historii, finalnie okazuje się więc zabiegiem który nie przynosi nam zawodu. To trochę jak reżyserska wersja doskonale nam znanego filmu. Niby znamy już całą fabułę, ale nowe sceny dają nam możliwość spojrzeć na całość obrazu w wydatniejszy sposób. Książka jest wciągająca, dynamika jej akcji nie pozwoli nam się nudzić, a wspólnymi elementami pieczołowicie budowanej układanki mogą się okazać bohaterowie po których byśmy się tego nie spodziewali. Lektura „Stacji Nowy Świat” tylko rozbudzi nasz apetyt na poznanie finału tej opowieści.
Bartek Biedrzycki - „Stacja Nowy Świat”, 2015 Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/autorzy/bartek-biedrzycki/stacja-nowy-swiat/
http://fabrycznazona.pl/stacja-nowy-swiat/

Guns'n'Roses „Use Your Ilussion I” Geffen Records, 1991
https://play.spotify.com/album/4L5pz06MVlsWaTEjSQPN8h

czwartek, 16 lutego 2017

Premiera!
"Hel3" Jarosław Grzędowicz

15 lutego 2017 to dla fanów autora „Pana Lodowego Ogrodu” długo oczekiwana data. Czemu wspominam właśnie PLO ? Bo podczas spotkania kilkukrotnie zostało wspomniane, a także dlatego że trochę kładło się cieniem na, ponad 4 lata wyczekiwanej na wyjście spod pióra

Jarosława Grzędowicza

powieści „Hel 3”. Padały oczywiście z widowni pytania czemu po tak długim czasie nie jest to kontynuacja serii „Pana Lodowego Ogrodu”. Autor kategorycznie zapowiedział że serię chciałby zakończyć.
Dlatego też „Hel 3” z założenia miał być historią zamkniętą w jednym tomie. Nie dziwi więc fakt że Grzędowicz nie chce być kojarzony z jedną konkretną serią. Taką możliwość daje mu właśnie nowa powieść, osadzona w zupełnie innym świecie. Świecie niedalekiej nam w sumie przyszłości. Czemu jednak musieliśmy na nią czekać aż tak długo.
Autor, tłumaczy ten fakt zupełnie nową dziedziną, poruszaną na kartach swojej nowej książki. Po pierwsze technologia, która przecież zmienia się w coraz szybszym tempie, po drugie wyprawa na księżyc. Żeby uniknąć wpadek i nieścisłości i jak najbardziej uwierzytelnić historię, autor korzystał z pomocy ekspertów. I rzeczywiście książka zyskuje na swojej realności. Mamy tu zarówno nowy internet przyszłości (tylko bardziej), zupełnie prozaiczne, aczkolwiek nowe urządzenia jak smartfon (tylko bardziej) czy ekspres do kawy (tylko bardziej).
Zresztą sformułowanie „tylko bardziej”, padało podczas spotkania z ust Grzędowicza nie jeden raz. Cała książka jest „bardziej”. Mimo że opowiada historię z niedalekiej przyszłości, wydaje się być czasem bardziej futurystyczna niż powieści opisujące dalekie galaktyki i niehumanoidalne rasy obcych istot. Bo niby znajdziemy tu zwykły świat, który otacza nas na co dzień, ale on cały jest „bardziej”. Bardziej stechnicyzowany, pełen niezrozumiałych przepisów i ograniczeń, ale jednak trochę swojski. Bo nadal są równi i równiejsi. Mowa o politykach, bez wskazywania konkretnej opcji, bo z polityka u władzy zawsze wychodzą te same demony.
To też był jeden z powodów, który opóźnił pisanie książki. Otóż jedna ze scen opisująca ekscesy konsumpcyjne naszej kasty rządzącej, została napisana na chwilę przed wybuchem afery „ośmiorniczkowej”. I dylemat autora, czy pisać dalej? A może posądzą o plagiat? No cóż samo życie pisze najdziwniejsze scenariusze, choć podczas spotkania padło jeszcze kilka przykładów opisywanych w książce sytuacji, które pojawiały się w mediach chwilę po napisaniu danego fragmentu przez autora. Nie chcę zdradzać szczegółów i treści książki. Sami znajdziecie te fragmenty.
Moja opinia na temat książki, pojawiła się na blogu dwa tygodnie temu. Warto ją przeczytać. Przyznaję że z twórczością Grzędowicza nie miałem wcześniej styczności i brak mi punktu odniesienia do czteroksięgu „Pana”. Jeśli chodzi o opowiedzianą historię, to książkę czyta się łatwo, a historia jest wartka i spójna. Czułem się lekko zawiedziony w sumie krótkim pobytem na księżycu w stosunku do reszty akcji książki. A może ten fragment był tak wciągający że po prostu odniosłem takie wrażenie? Oceńcie sami. Od wczoraj książka jest już dostęna w sprzedaży, a autor rusza w trasę po polsce.
Ze swoją nową książką „Hel 3”, gdzie obok autografu, można zdobyć unikatową pieczątkę, która po zakończeniu trasy i powrocie do Warszawy zostanie komisyjnie zniszczona, a jej szczątki wysłane na księżyc, autor zawita kolejno do empików w :

Katowice - 16.luty ,
Wrocław - 17.luty ,
Poznań - 23.luty ,
Łódź - 24.luty ,
oraz Gdańsk - 02.marca.
A na koniec fotki z moich prywatnych zbiorów. Lądownik misji Apollo, replika która dumnie wisi pod sufitem hali „Apollo/Saturn V Center” na terenie kompleksu NASA na przylądku Canaveral. Oryginał zaś po wyniesieniu astronautów na orbitę księżyca gdzie przesiedli się do modułu CSM zdolnego powrócić na ziemie, powinien opaść gdzieś na powierzchnię księżyca.
Na drugim zdjęciu, autor bloga podczas zwiedzania Kennedy Space Center.
W tle wahadłowiec EXPLORER, który po zakończeniu czynnej służby, stał się jednym z obiektów muzeum ulokowanego na terenie „Rocket Garden”, czyli ogródka rakietowego.
10 lat temu miałem okazję w przeddzień wizyty w Kennedy Space Center, oglądać na żywo start wahadłowca ATLANTIS, w misji STS-117. Przeżycie było niesamowite, równie silnych wrażeń, powinna Wam dostarczyć lektura najnowszej książki Jarosława Grzędowicza „Hel 3”.

Miłej zabawy. Oby wam helu w butlach nie zabrakło.

Tytuł :
Autor :
Wydawnictwo :
Język wydania :
Język oryginału :
Numer wydania :
Data premiery :
Forma :
Stron :
Wymiary produktu [mm] :

Hel3
Grzędowicz Jarosław
Fabryka Słów Sp. z o.o.
polski
polski
I
2017-02-15
książka
512
136 x 43 x 198

niedziela, 12 lutego 2017

Kompleks 7215” Bartek Biedrzycki 
 Mike Oldfield „Islands

Stalker - z angielskiego oznacza prześladowcę, osobę która natarczywie kogoś śledzi. W literaturze pojawiło się po raz pierwszy w 1972 roku, wykorzystane przez braci Arkadija i Borysa Strugackich w książce "Piknik na skraju drogi". W książce Strugackich, stalkerami były osoby które z zamkniętej po lądowaniu obcych strefy, wynosiły artefakty po ich pobycie na ziemi.
Od tego czasu wielu autorów sięgało po postać stalkera. Jednak w nieco zmienionej roli. Sięgnął po niego i Bartek Biedrzycki, w książce „Kompleks 7215” rozpoczynającej trylogię warszawską. Wydana przez Fabrykę Słów w serii Fabryczna Zona, książka pozostaje w klimacie postapokoliptycznej przyszłości z Uniwersum Metro.

Globalny konflikt który zapoczątkowany na bliskim wschodzie, w kilka godzin obejmuje cały glob doprowadzając do upadku cywilizacji. Polska jako kraj mało strategiczny zostaje oszczędzona, jeśli chodzi o broń jądrową. Jednak na nasz kraj spada kilka bomb biologicznych, które w połączeniu z opadem radiokatywnym niesionym przez wiatry i nuklearną zimą zmuszają mieszkańców Warszawy do szukania schronienia w tunelach metra i innych podziemnych budowalach. Tam tworzą małe zamknięte enklawy, czasem żyjące w symbiozie, czasem rywalizujące ze sobą. W podziemiach ginącego powoli miasta spotkamy się z całym przekrojem charakterów.
Standardowa podstawa do budowy postapokaliptycznej powieści. Na której Biedrzycki buduje swoją opowieść, zabierając nas w podróż po peronach i tunelach metra stolicznej aglomeracji.
Jest tu miejsce zarówno dla "błękitnych", byłych stróżów prawa, którzy wprost z pałacu Mostowskich zeszli do tuneli stacji Muranów. Fanatyków religijnych ze Świętego Krzyża, który opanował skrzyżowanie obu linii metra, będącego w wiecznym konflikcie ze Słoikami z podziemi Dworca Centralnego. Czy nastawionych wrogo do wszystkich neonazistów ze stacji Słodowiec. Są sojusze militarne, jak Twierdza, która opanowała pierwszą linię na północ od stacji Wilanowskiej, czy sojusz Kryształowego Pałacu zamieszkany przez wykładowców i studentów politechniki. Krzemową doliną postnuklearnego świata i ostatnią ostoją myśli technicznej. Tak potrzebnej aby móc skorzystać z dorobku poprzedniej epoki. W świecie, gdzie tak prozaiczna czynność jak regeneracja baterii do latarki może stanowić o przeżyciu w ciemnościach wrogich człowiekowi tuneli.
Wraz z głównym bohaterem książki, Borką i jego grupą stalkerów-szturmowców, zostaniemy zabrani w podróż po mrocznym świecie. Świecie jaki po zagładzie dla młodego rudobrodego chłopaka jest wszystkim co zna. Świecie który jest ciemny, brudny i zimny. Gdzie za każdym zakrętem czycha niebezpieczeństwo. Pewnego dnia, w dwadzieścia lat po zagładzie grupa ludzi postanawia wyruszyć na powierzchnię, kierując się w kierunku dawnej puszczy kampinoskiej w poszukiwaniu legendarnego Kompleksu 7215, ośrodka w którym przed zagładą rezydowało wojsko. Co spodziewają się tam odnaleźć? Czy uda im się pokonać tak ogromny dystans poza tunelami w których się wychowali? Co na ich drodze postawi matka natura, której wspomagana radiacją i skażeniem biologicznym wyobraźnia zdaje się być niczym nieograniczona.
Wyprawa do Atomowej Kwatery Dowodzenia w Kampinosie dopiero zapoczątkuje ciąg wydarzeń których dalszy ciąg możemy poznać w książce "Stacja Nowy Świat", a już wkrótce czeka nas zwieńczenie przygody w zapowiadanej na 24 lutego 2017 trzeciej części stalkerskich przygód Borki, zatytułowanej "Dworzec Śródmieście"
Strona Spotify niestety nie posiada w ofercie pełnego albumu „Islands” Mike'a Oldfielda, udało mi się jedynie wyłowić tylko dwa poniższe utwory, choć podczas czytania głównym tematem był utwór „The Wind Chimes (Part One and Part Two)” trwający w sumie 22 minuty.

„Islands” z pięknym wokalem Bonnie Tyler
„Magic Touch” z wokalem Jimmy'ego Price'a, który na brytyjskiej wersji płyty zastąpił Max'a Bacona oryginalnie występującego w jej amerykańskim wydaniu.
Track 2 : ♫ Islands ♫
Mike Oldfield „Islands” Virgin Records, 1987
"Kompleks 7215" w Fabryce Słów

środa, 1 lutego 2017

HEL3” Jarosław Grzędowicz 
 Aerosmith „Permanent Vacation

Najnowsza książka Jarosława Grzędowicza „Hel3” swoją okładką i opisem sugeruje nam powieść science fiction z podbojem kosmosu w tle. Z każdym kolejnym rozdziałem zaczynałem odczuwać niedosyt kosmosu. Kiedy wreszcie opuścimy ziemię? Mogę was jednak zapewnić, że czas oczekiwania na start, nie będzie nam się dłużył.
Jest rok 2058. Znany ludzkości już od 39 roku XX wieku, pierwiastek Hel3, który na ziemi występuje w ilościach śladowych, na kiężycu leży dosłownie wszędzie, wystarczy wyekstrahować go z pyłu pokrywającego srebrny glob. Po raz pierwszy ludzkość dysponuje technologią pozwalającą na jego zastosowanie. Według optymistycznych wyliczeń naukowców, jedna 25 tonowa cysterna czystego gazu jest w stanie pokryć roczne zapotrzebowanie energetyczne takiego giganta jak Stany Zjednoczone.
Czy zdegenerowane rządy państw, są w stanie współpracować ze sobą i zmienić prawo zapewniające eksterytorialność księżyca w imię dobra całego globu?
Na początku znajdziemy się w Dubaju gdzie poznamy Norberta, młodego iwenciarza. Przyjechał tu w poszukiwaniu sensacji, wydarzenia którego sfilmowanie i publikacja w sieci pozwoli mu na łatwy zarobek. Wystarczy znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, sfilmować na żywo scenę dekapitacji porwanych gdzieś europejczyków przez wrednych arabów, wysłać filmik do sieci i czekać aż licznik wyświetleń osiągnie magiczne 5 kilo wejść. Wtedy do akcji wkraczają koncerny specjalizujące się w sprzedaży takich sensacyjnych materiałów. Kolejni widzowie, w sieci zamiast filmu znajdą tylko jego darmowy zwiastun. Materiał był na tyle interesujący, że pełen film dostępny jest już po opłacie, od której jego autor, właśnie liczy procenty, spływające na konto.
Tym właśnie zajmuje się iwenciarz. Graniem na uczuciach i emocjach użytkowników wszechobecnej sieci. Społeczeństwa, które nie potrafi skupić swojej uwagi na dłużej niż kwadrans. Cywilizacji kalek umysłowych, dla których przeczytanie ze zrozumieniem tekstu zajmującego powierzchnię większą od karty kredytowej stanowi nie lada wyzwanie. Dobry iwenciarz to paparazzi połowy XXI wieku, potrafiący znaleźć i odpowiednio przygotować smakowity kąsęk dla wygłodniałej bestii MegaNetu. Internetu przyszłości. Integralnej części naszego życia. Bo w niedalekiej przyszłości, bez dostępu do sieci czy następcy smartfona w kieszeni, nie żyjesz.
Nie ma Cię.
Nie istniejesz.
Omnifon w połączeniu z trójwymiarowym displejem ukrytym w okularach, jest nie tylko prywatnym centrum rozrywki i urządzeniem służącym do komunikacji. Jest Twoim kluczem do domu, paszportem, dowodem osobistym, kartą zdrowia i osobistym strażnikiem diety, a także - o zgrozo sposobem na rozmowę z osobą siedzącą obok.
Ta wizja świata Grzędowicza, nie przeraziła mnie aż tak bardzo, przecież wystarczy rozejrzeć się wokół siebie jadąc autobusem, tramwajem, pociągiem czy choćby czekając na poczcie w kolejce do wolnego okienka. Ludzie wokół nas mają wzrok wlepiony w ekrany swoich smartfonów, czytając pocztę, grając, czy oglądając coś w sieci. To dzieje się już dziś. Na naszych oczach, tylko że sami gapiąc się w nasz prywatny ekranik z rozrywką jeszcze tego nie widzimy.
Zobaczymy w nowej powieści Grzędowicza świat jakiego nie chcielibyśmy oglądać, zły skorumpowany i pełen ograniczeń narzucanych nam przez wredną klikę polityków, żyjących naszym kosztem i czerpiących pełnię życia. Podczas gdy szare masy, ogłupiane przez wszechobecne zakazy i nakazy, egzystują jak nie przymierzając, pozbawione własnego ja zombie. Świat gdzie prąd i energia są reglamentowane, a własna lodówka – niczym unia europejska – odmawia, wydania ci drugiej porcji jogurtu, bo przekroczyłeś już dzienną dawkę spożywanego cukru i kalorii. To właśnie zjednoczenie państw europejskich jest tu nienazwanym złem, które samo ograniczyło się tymi wydumanymi zakazami. Narzucając swoim obywatelom konsupcjonistyczny ascetyzm, jednocześnie trzymając kastę rządzącą ponad tym.
Ale to już temat na kolejny iwent.
Czy Norbertowi uda się wedrzeć do silnie strzeżonej restauracji żeby zarejestrować ekscesy polityków bawiących się na nasz koszt? Jak zarejestrować wydarzenia z ekranowanego pomieszczenia, gdzie nawet goście muszą zostawić swoje omnifony przed wejściem na salę? A obstawa, ochrona i paranoiczne zasady bezpieczeństwa są bardziej restrykcyjne niż na amerykańskich lotniskach po 11 września?
Oczywiście są też jednostki, które chcą ten stan rzeczy zmienić. Jak multimilioner z wizją, organizujący wyprawę na księżyc po tytułowy Hel3. Środek na zbawienie ludzkości od tłamszących ją problemów.
Norbert wraz z grupą wyszkolonych najemników znajdzie się na drodze z której nie ma odwrotu. Przeciwstawiając się rządzącym światem elitom, stracą możliwość powrotu do wegetującego społeczeństwa. Czy są gotowi poświęcić się dla lepszego jutra?
To co bohaterowie odkryją na księżycu, jedynie rozbudzi naszą wyobraźnię. Ale o to chyba autorowi chodziło. Otwórzmy oczy, zanim będzie za późno i obudzimy się w matrixie.
Scieżką do książki Grzędowicza, stała się wydana przez Geffen w 1987 roku płyta rodem z podniebnej kuźni - Aerosmith „Permanent Vacation”. I jak w utworze „St.John” zaśpiewa nam Steven Tyler : Come on boy, the tape is rollin'. Grajmy więc, bo taśma w kamerze już się kręci.
Aerosmith „Permanent Vacation” Geffen Records, 1987
https://play.spotify.com/album/3mb4bSC1wKWTtQBfiMkyma
Premiera już 15 lutego - Fabryka Słów
http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/hel-3-jaroslaw-grzedowicz/