Stalker
- z angielskiego oznacza prześladowcę, osobę która natarczywie kogoś śledzi. W literaturze pojawiło się po raz pierwszy w 1972 roku, wykorzystane przez braci Arkadija i Borysa Strugackich w książce "Piknik na skraju drogi". W książce Strugackich, stalkerami były osoby które z zamkniętej po lądowaniu obcych strefy, wynosiły artefakty po ich pobycie na ziemi.
Od tego czasu wielu autorów sięgało po postać stalkera. Jednak w nieco zmienionej roli. Sięgnął po niego i Bartek Biedrzycki, w książce „Kompleks 7215” rozpoczynającej trylogię warszawską. Wydana przez Fabrykę Słów w serii Fabryczna Zona, książka pozostaje w klimacie postapokoliptycznej przyszłości z Uniwersum Metro.
- z angielskiego oznacza prześladowcę, osobę która natarczywie kogoś śledzi. W literaturze pojawiło się po raz pierwszy w 1972 roku, wykorzystane przez braci Arkadija i Borysa Strugackich w książce "Piknik na skraju drogi". W książce Strugackich, stalkerami były osoby które z zamkniętej po lądowaniu obcych strefy, wynosiły artefakty po ich pobycie na ziemi.Od tego czasu wielu autorów sięgało po postać stalkera. Jednak w nieco zmienionej roli. Sięgnął po niego i Bartek Biedrzycki, w książce „Kompleks 7215” rozpoczynającej trylogię warszawską. Wydana przez Fabrykę Słów w serii Fabryczna Zona, książka pozostaje w klimacie postapokoliptycznej przyszłości z Uniwersum Metro.
Globalny konflikt który zapoczątkowany na bliskim wschodzie, w kilka godzin obejmuje cały glob doprowadzając do upadku cywilizacji. Polska jako kraj mało strategiczny zostaje oszczędzona, jeśli chodzi o broń jądrową. Jednak na nasz kraj spada kilka bomb biologicznych, które w połączeniu z opadem radiokatywnym niesionym przez wiatry i nuklearną zimą zmuszają mieszkańców Warszawy do szukania schronienia w tunelach metra i innych podziemnych budowalach. Tam tworzą małe zamknięte enklawy, czasem żyjące w symbiozie, czasem rywalizujące ze sobą. W podziemiach ginącego powoli miasta spotkamy się z całym przekrojem charakterów.
Standardowa
podstawa do budowy postapokaliptycznej powieści. Na której Biedrzycki buduje swoją opowieść, zabierając nas w podróż po peronach i tunelach metra stolicznej aglomeracji.
podstawa do budowy postapokaliptycznej powieści. Na której Biedrzycki buduje swoją opowieść, zabierając nas w podróż po peronach i tunelach metra stolicznej aglomeracji.
Jest tu miejsce zarówno dla "błękitnych", byłych stróżów prawa, którzy wprost z pałacu Mostowskich zeszli do tuneli stacji Muranów. Fanatyków religijnych ze Świętego Krzyża, który opanował skrzyżowanie obu linii metra, będącego w wiecznym konflikcie ze Słoikami z podziemi Dworca Centralnego. Czy nastawionych wrogo do wszystkich neonazistów ze stacji Słodowiec.
Są sojusze militarne, jak Twierdza, która opanowała pierwszą linię na północ od stacji Wilanowskiej, czy sojusz Kryształowego Pałacu zamieszkany przez wykładowców i studentów politechniki. Krzemową doliną postnuklearnego świata i ostatnią ostoją myśli technicznej. Tak potrzebnej aby móc skorzystać z dorobku poprzedniej epoki. W świecie, gdzie tak prozaiczna czynność jak regeneracja baterii do latarki może stanowić o przeżyciu w ciemnościach wrogich człowiekowi tuneli.
Wraz z głównym bohaterem książki, Borką i jego grupą stalkerów-szturmowców, zostaniemy zabrani w podróż po mrocznym świecie. Świecie jaki po zagładzie dla młodego rudobrodego chłopaka jest wszystkim co zna. Świecie który jest ciemny, brudny i zimny. Gdzie za każdym zakrętem czycha niebezpieczeństwo.
Pewnego dnia, w dwadzieścia lat po zagładzie grupa ludzi postanawia wyruszyć na powierzchnię, kierując się w kierunku dawnej puszczy kampinoskiej w poszukiwaniu legendarnego Kompleksu 7215, ośrodka w którym przed zagładą rezydowało wojsko.
Co spodziewają się tam odnaleźć? Czy uda im się pokonać tak ogromny dystans poza tunelami w których się wychowali? Co na ich drodze postawi matka natura, której wspomagana radiacją i skażeniem biologicznym wyobraźnia zdaje się być niczym nieograniczona.
Co spodziewają się tam odnaleźć? Czy uda im się pokonać tak ogromny dystans poza tunelami w których się wychowali? Co na ich drodze postawi matka natura, której wspomagana radiacją i skażeniem biologicznym wyobraźnia zdaje się być niczym nieograniczona.
Wyprawa do Atomowej Kwatery Dowodzenia w Kampinosie dopiero zapoczątkuje ciąg wydarzeń których dalszy ciąg możemy poznać w książce "Stacja Nowy Świat", a już wkrótce czeka nas zwieńczenie przygody w zapowiadanej na 24 lutego 2017 trzeciej części stalkerskich przygód Borki, zatytułowanej "Dworzec Śródmieście"
Strona Spotify niestety nie posiada w ofercie pełnego albumu „Islands” Mike'a Oldfielda, udało mi się jedynie wyłowić tylko dwa poniższe utwory, choć podczas czytania głównym tematem był utwór „The Wind Chimes (Part One and Part Two)” trwający w sumie 22 minuty.
„Islands” z pięknym wokalem Bonnie Tyler
„Magic Touch” z wokalem Jimmy'ego Price'a, który na brytyjskiej wersji płyty zastąpił Max'a Bacona oryginalnie występującego w jej amerykańskim wydaniu.
„Islands” z pięknym wokalem Bonnie Tyler
„Magic Touch” z wokalem Jimmy'ego Price'a, który na brytyjskiej wersji płyty zastąpił Max'a Bacona oryginalnie występującego w jej amerykańskim wydaniu.
Track 2 : ♫ Islands ♫
Mike Oldfield „Islands” Virgin Records, 1987
"Kompleks 7215" w Fabryce Słów
"Kompleks 7215" w Fabryce Słów


pażdziernika 2016 w księgarni "Świata Książki" znajdującej się na terenie Warszawskiej Hali Koszyki, odnowionej po gruntownym remoncie, o godzinie 17:30 odbyło się spotkanie autorskie z
wrednym, a mimo to wzbudzającym sympatię typie. Bimbrowniku, kłusowniku i wiejskim egzorcyście. Słowem - pasożycie społecznym nr 1.
Jest to już ósmy tom przygód Jakuba, delektujmy się nim powoli, bo według zapowiedzi autora na następny znów trzeba będzie poczekać. Tym razem przynajmniej do 2018 roku.
to jeszcze zanim spotkanie się na dobre rozpoczęło. No cóż, przynajmniej przypinki były rozdawane przez pierwsze pół godziny. Ale w końcu nie przyszedłem tam po zakładkę, tylko posłuchać co autor ma do powiedzenia o swojej najnowszej książce, i co jeszcze w najbliższych miesiącach planuje wydać.
rozmowy z autorem, a uwierzcie mi że czasu miałem sporo, bo podpisywanie 17 książek i 5 ebooków chwilę trwa. (O tym jak podpisać ebooka przeczytacie w
Niestety Fabryka nie dogadała się z autorką ilustracji, i czwarty tom pojawił się w zupełnie nowej zmienionej szacie graficznej (dlatego też ostatnią, wydaną w serii książkę kupiłem w wersji elektronicznej, musiałem zachować Feng Shui na półce - to wersja oficjalna. Tak naprawdę ta zielonkawa okładka nowego wydania wygląda trochę jak romansidło.)
przecież przyjechałem na spotkanie po najnowsze przygody Jakuba! A więc jest "Konan Destylator". Z reglamentowaną pięczątką (tylko w dniu premiery) odciśniętą ręką samego ojca chrzestnego "pogromcy Wojsławic i terenów gdzie dociera pekaes z Chełma", jest oczywiście i dedykacja z zamaszystym autografem.
Nie omieszkałem więc, ponownie z czeluści plecaka wydobyć wszystkich tomów Wędrowycza, podsuwając skwapliwie panu Andrzejowi do parafowania. W książce, obok dedykacji pojawił się również lekko kanciasty profil Jakuba. Narysowany szast-prast wprawnym ruchem ręki zaopatrzonej w pióro wieczne. W ten sposób cała moja jakubowa kolekcja zdobyła dziś podwójne wpisy. Nie omieszkam też wspomnieć zachwytów pana Andrzeja i wydawcy z Fabryki Słów którzy po latach zobaczyli ponownie pierwsze wydania kolejnych tomów. Ilustrator zwrócił uwagę na zupełnie inną gramaturę papieru (wyczuwalna przy pisaniu piórem wiecznym), natomiast pan z Fabryki głównie rozprawiał o ewolucji okładek w kolejnych wznowieniach.
się skończyła, czytelnicy rozeszli się do domów aby zagłębić się w lekturze nowo nabytej pozycji i nawet niektóre książki próbowały odlecieć, ale je żyłkami do sufitu pracownicy księgarni podoczepiali, więc sobie tak smutno pod tym sufitem wisiały. A Smutno im było zapewne dlatego że nowego Wędrowycza jeszcze nie czytały, co i ja zamierzam niezwłocznie po powrocie do domu uczynić aby humor sobie poprawić.



połowa XXI wieku, świat popada w euforię związaną z nieoczekiwanym udostępnieniem ludziom leku opóźniającego starzenie. NGen wydaje się być ziszczeniem odwiecznego ludzkiego marzenia jakim jest nieśmiertelność. Wszystkie światowe rządy pod presją obywateli decydują się na udostępnienie leku dla ogółu. Podczas gdy po upływie roku od jego ujawnienia, cała ludzka populacja cieszy się z dobrodziejstwa specyfiku, nasze elity jak zwykle nie mogą się dogadać na jakich zasadach lek udostępnić dla pospólstwa. I ta nasza opieszałość okazuje się w ogólnym rozrachunku zbawienna.

Oryginalny teledysk do utworu "Take On Me"





